parafrazując - mi wielu znajomych mówiło, że ślimaki są fuj, a jednak niektórzy je lubią
Wiadomo - każda szkoła rodzenia jest inna. Na jednej się tylko oddycha i położna nawija bez sensu, na innej są to bardziej rozmowy i poznawanie innych mam z tego samego miasta, dzielenie się obawami.
Dla jednej osoby to niepotrzebne spotkania, dla innej przydatne informacje (zwłaszcza dla przyszłego ojca).
Gdyby nie szkoła rodzenia, pewnie przy najmniejszych skurczach pojechałabym do szpitala, od razu walnęła na łóżko na porodówce, nie wiedziała czego mam prawo żądąć w trakcie porodu. Co się bardzo przydaje w trakcie porodu (jak np. woda mineralna z dziubkiem), czy po porodzie (octanisept). Jak po ewentualnej cesarce wstać by jak najmniej bolało (w szpitalu nam kazali po prostu wstać).
Niektóre z nas czerpią wiedzę z internetu, inne od znajomych, od położnych czy ze szkoły rodzenia. A inne nie czerpią wiedzy - po prostu mają tak silny instynkt macierzyński, że wszystko wiedzą co i jak.
kasiekz - u mnie właśnie takie informacje były na szkole rodzenia. Co robić gdy ma się wklęsłe brodawki, jak masować krocze, sposoby przykładania dziecka do piersi (sztuczna pierś + lalka) itp.
U mnie na szkole rodzenia był jeszcze jeden plus - do kobiety (położnej), która ją prowadziła, mogłam w każdej chwili zadzwonić - i przez pierwszy miesiąc, gdy Młody miał odparzoną pupę czy np. miałam problem ze ściągnięcie pokarmu - dzwoniłam do niej a ona przyjeżdżała.