Bardzo ciekawe doznanie :!: Rodziłam 2 razy i przy każdym porodzie był tatuś. Co prawda za pierwszym razem wcale się tam nie wybierał, poprostu leżałam na patologii i spotkałam się z opinią, że rodząc z mężem masz lepszą opiekę. Ubłagałam mojego męża, aby zgodził się mi towarzyszyć do momentu, kiedy "akcja nabierze dużego tempa". Muszę nadmienić, że mąż mdleje na widok krwi, więc nie chciałam go torturować. Jak się okazało porody nie takie straszne, jak je malują i do dzisiaj w miarę "miło" wspomina te doznania. Ze swojej strony muszę dodać, że byłam spokojniejsza wiedząc, że ktoś jest koło mnie. Nikt nie powiedział mi przykrego słowa, rodziłam w sali jednoosobowej i miałam koło siebie położną. Za to za ścianą, gdzie znajdowała się sala wieloosobowa przedzielona parawanami słychać było krzyki położnej na młodą dziewczynę w stylu: d... dałaś to teraz cierp. Przepraszam za tą "wstawkę" ale chcę uczulić wszystkie przyszłe mamy, że dobra położna to podstawa. Każda rodząca ma prawo do szacunku, a nie zawsze można go otrzymać w szpitalach. Pozdrawiam