Dzięki Dziewczyny za wsparcie.
Niuni, pracuję w biurze przy kompie, więc teoretycznie robota miła, łatwa i przyjemna. Ale jestem tzw. specem od logistyki i polega to na tym, że wszyscy chcą ode mnie wszystko i to od razu. Ja się już do tego przyzwyczaiłam i wiem co mogę zostawić a co robić na już, ale zajęło mi to lata. No i niestety w nieprzewidzianych sytuacjach (czyli średnio kilka razy tygodniowo) stres mi podnosi ciśnienie - a teraz okazało się że cukier też. Moja zastępczyni, młoda dziewczyna nie radzi sobie z takim rozdarciem i jak coś robi a ktoś dzwoni i chce coś od niej to już zaczyna histerii dostawać. Nawet mi mówiła że się zastanawiała czy nie zrezygnować z tego zastępstwa i się nie zwolnić bo nie daje rady. Więc teraz jak ja przyszłam po miesiącu przerwy a ona dostała zapalenia krtani to skorzystała i poszła na zwolnienie. W efekcie zostałam z furą nieuporządkowanego papieru i niewiedzą o tym co się dzieje. A ludzie dzwonili i pytali - a ja nic nie wiem, bo jeszcze się nie dogrzebałam do danego tematu. No i problem.
Wróciłam z tego zwolnienia, bo miałam je tylko do 12tego, a jak się miesiąc temu zapisywałam do gina, to pierwszy wolny termin był na 19tego, czyli jutro. Pomyślałam sobie, że w najgorszym razie posiedzę w robocie te 3 dni (z czego większość i tak jestem na badaniach) i pójdę dalej na wolne. Ale byłam pewna że już do końca ciąży pochodzę do pracy. Tymczasem nie dość że mnie te chore sytuacje dobijają, to jak wychodzę z roboty to jestem zmęczona jak diabli, brzuch mnie boli i ciągnie, a do tego dietę diabli biorą i cukier mam trochę ponad normę. W efekcie dziś pani diabetolog kazała mi iść na zwolnienie, znowu zrobić badania i przyjść do niej za tydzień. Jak mój gin mi odmówi jutro zwolnienia (bo niestety nie jest za chętny), to za tydzień dostanę skierowanie do ginekologa szpitalnego, z tym że wymagają wtedy rodzenia w Bródnowskim, a mnie to się nie uśmiecha.