ola_medrek
Aktywna w BB
cześć nie chcę pisać o tym że dziecko może wypaść przez balkon
. mnie i moją znajomą spotkało to samo - a mianowicie w czasie wieszania prania na balkonie nasi synowie zamknęli nas. Ja spędziłam tam "tylko" 40 minut, czekając na męża wracającego z pracy, a koleżanka AŻ 4 godziny. ja mogłam przeskoczyć bo mieszkam na parterze, ale to by nic nie dało bo byłam przecież bez klucza do mieszkania. Ania przez dłuższy czas krzyczała, prosiła o telefon, zadzwoniła do męża, on jechał z kluczem 50 kilometrów. Podobno ich syn miał "3 kilo" w pieluszce, że aż dziwili się skąd tyle wszystkiego się wzieło - pewnie ze strachu.
Teraz wychodząc na balkon stawiam krzesło przy otwartych na maxa drzwiach balkonowych, a wczoraj mama doradziła mi żebym przekręcała klamkę w środkowym oknie zeby w razie czego je otworzyć.
. mnie i moją znajomą spotkało to samo - a mianowicie w czasie wieszania prania na balkonie nasi synowie zamknęli nas. Ja spędziłam tam "tylko" 40 minut, czekając na męża wracającego z pracy, a koleżanka AŻ 4 godziny. ja mogłam przeskoczyć bo mieszkam na parterze, ale to by nic nie dało bo byłam przecież bez klucza do mieszkania. Ania przez dłuższy czas krzyczała, prosiła o telefon, zadzwoniła do męża, on jechał z kluczem 50 kilometrów. Podobno ich syn miał "3 kilo" w pieluszce, że aż dziwili się skąd tyle wszystkiego się wzieło - pewnie ze strachu.Teraz wychodząc na balkon stawiam krzesło przy otwartych na maxa drzwiach balkonowych, a wczoraj mama doradziła mi żebym przekręcała klamkę w środkowym oknie zeby w razie czego je otworzyć.

W zimę wyszłam zawiesić jakąś pierdułkę na balkonie , żeby było bardziej świątecznie i kazałam tatausiowi zamknąć balkon, bo zawsze synek za mną podąrzał, a nie chciałam, żeby się przeziębił. Niestety pech chciał , że akurat jak ja tam siedziałam do tatausia zadzwonił telefon i poprostu wyszedł z domu
zapominając o mnie
Myśłałam , że oszaleję, ze strachu jak się zorientowałam , ze sobie poszedł. Marzłam strasznie,a Mały darł sie, bo chciał do mnie
Siedziałam tam ok 40 minut. W końcu z rozpaczy zaczęłam nawet ryczeć :ninja: Eh , straszne to było. Dobrze,że tatus nie poszedł gdzieś na dłuzej
