Pytia, to racja. Kiedyś, jak nie było Karoli, to dawałam korki i dobrze na tym wychodziłam. Wystarczało nam na bieżące wydatki typu zakupy, nieraz nawet cos do ubrania, także pieniądze na koncie były na opłaty i odkładały się.
A teraz moje życie zawodowe wygląda tak, że mam np. 5 lekcji, potem wracam do domu (ok, fajnie, bo czas dla rodzinki), ale jak zbliża się wieczór, to ja mam wiecznie poczucie, że czegoś nie zrobiłam, z czymś nie zdążę, o czymś zapomniałam.... I chodzę spać koło 12 - 1, bo wiecznie mam coś do roboty... To jest dla mnie tak niefajne uczucie, że chciałabym mieć pracę np. w biurze, od... do... I Święty spokój z pracą w domu.
Kiedyś w takim "zwykłym" tygodniu policzyłam sobie godziny pracy, wyszło mi ponad 40 godzin, a płaca... szkoda słów, zresztą ich brak
