Mam porównanie w lekarzach prywatnych i z przychodni. Lekarz z przychodni (chociaż wtedy też odwiedzałam go prywatnie) zbagatelizował moje plamienia w pierwszej ciąży i poroniłam (pisałam już o tym) i trafiłam do wspaniałej pani ginekolog, która przyjmuje prywatnie trzy razy w tygodniu, jest dostępna pod telefonem i codziennie do godz. 14. mogę złapać ją w szpitalu - jest ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego. Urodziłam pod jej opieką (chociaż nie z nią) Wiwi. A teraz prosiłam, żeby była przy mnie bo chcę się czuć swojsko a ona jest dla mnie jak matka - widać było, że jej się to spodobało i powiedziała, że postara się być przy porodzie. Jak przypuszczacie ma wiele obowiązków, przeprowadza wszystkie cesarki w szpitalu. Zapracowana, zawsze uśmiechnięta babeczka.
Za wizytę płacę 50 zł. - są to badania, ważenie, usg i na co tam wpadnie pani doktor. Odpowiada na wszystkie, nawet głupie, pytania i mam do niej pełne zaufanie.