Wiecie co, tak się zastanawiam...
Wizytę mam 7 sierpnia (na NFZ).
Poprzednio gin dał mi do zrozumienia, że USG prenatalne to "jak chcę", bo on nie widzi potrzeby, oczywiście podał nawet numer do swojej koleżanki z prywatnej kliniki, w której i on sam przyjmuje (koszt samego USG 250zł

), a na koniec wizyty powiedział, że na tej, co będzie teraz, omówimy tylko wyniki, w sensie, że nie robimy żadnych nowych badań z krwi i moczu.
I tak myślę - powiedzieć mu o tym, że byłam prywatnie na prenatalnych (oczywiście nie w jego polecanej klinice, bo nie dam chamowi zarobić), czy walić od wejścia, że no niestety, nigdzie nie byłam, BO MNIE NIE STAĆ!
Wkurzył mnie strasznie tym, że sam z siebie nie powiedział kompletnie nic na badaniu, tylko wcisnął numer, żeby iść prywatnie

A przecież nie każdego stać na taki wydatek i powinien się z tym liczyć
Tylko nie wiem, czy to, że byłam na tym badaniu, nie jest gdzieś odnotowane w systemie?
Żeby nie wyszło tak, że ja powiem, że nie byłam, a on będzie wiedział, że byłam
I druga sprawa - czy któraś z Was chodzi do gina na NFZ i dostała skierowanie na bezpłatne prenatalne?
Czy w takim wypadku robimy to USG tam, gdzie chcemy czy tam, gdzie nas lekarz skieruje?