Kurcze Moniko wiem, ze ci smutno.
Ja tak probuje od jakiegos czasu zrozumiec ten meski rod i chyba go nie zrozumiem. Po prostu jestesmy zupelnie inni.
Wiesz oni bardzo czesto mowia zupelnie co innego niz mysla, albo wydaje im sie, ze powiedzieli to co mysla, ale dla nas brzmi to zupelnie inaczej. Ja tez nie raz mialam nieporozumienia z mezem bo ja zrozumialam go zupelnie inaczej niz byly jego intencje. Oni uzywaja czesto innych slow niz my bysmy uzyly! Tego zdazylam sie nauczyc

Ja mysle, ze twoj maz chce dziecka....tylko problem w tym, ze my kobitki jak juz sie zdecydujemy na dzidziusia to zyjemy tym cale soba, ciagle o tym mowimy, bardzo to przezywamy. A oni - nie!!!! I podejrzewam, ze najzwyczajniej ich to przytlacza. Bo gdzie sie nie obroca to ich zona mowi "dziecko, dziecko, dziecko". No i to jest po prostu ich reakcja obronna, bo czuja sie zmuszeni. Ale jakby tak ich podejsc sprytnie to sie okazuje, ze oni pragna dziecka!!!
Dlatego chyba jedynym wyjsciem jest przystopowanie z mowieniem o dzieciach przy nich. Wtedy zupelnie inaczej sie zachowuja.
Wiem, ze to trudne i sama nie potrafie nie mowic.....ale wiem, ze jak mniej rozmawiamy na ten temat to wszystko jest pieknie, a jak trajkocze o tym ciagle to moj maz sie irytuje
