W maju rodziłam na Kamińskiego i uwierzcie mi - lekarz w szpitalu jest potrzebny. W końcówce ciąży trzy razy leżałam na patologii- za każdym razem na głowie stawali, żeby mnie wcisnąć na oddział. Na oddziele wszyscy wiedzieli, że " to pacjentka dr. M.". Jak już trzeba było rodzić, a u mnie wszystko szczelnie pozamykane, mały złe ktg to zabronił mnie męczyć i kazał odwołać swoje konsultacje i zabiegi, bo sam zrobi cc. No i zrobił. Pozszywał mnie tak, że na obchodach lekarze się zachwycali. Prawdopodobnie blizny nawet nie będę miała. Ogólnie każdego dnia, a byłam w szpitalu łącznie 2 tyg przychodził kontrolować mój stan. Był jedynym lekarzem, który przekazywał Nam info. Nawet jak miałam załamanie, bo już miałam dość to przyszedł specjalnie po to, żeby mnie pocieszyć.Jakby było sn to też by był co chwilę kontrolować sytuacje.Przez tą godzinę, którą leżałam na porodówce podpięta pod ktg był 3 razy. I połóżne wtedy też do rany przyłóż...