hej dziewczyny!współczuję mężów,mój na szczęście jest inny,bardzo się stara pomagać,w zasadzie się nie kłócimy,chyba że ja się zdenerwuję i krzyczę na niego,ale on nie podejmuje "akcji" i zawsze spokojnie tłumaczy swoje zdanie,na koniec przytuli, ja się zwykle poryczę,że taka byłam niedobra i finito,po kłótni.Naprawdę tacy mężczyźni powinni być wszyscy,zwłaszcza w tak trudnym okresie jakim jest ciąża dla kobiety.Może nie warto być z kimś,kto jest agresywny,stawia siebie na pierwszym miejscu...wiem,przywiązanie,finanse,strach o przyszłość...ale nic nie jest stracone raz na zawsze,może się okazać,że nowe życie,bez tyrana i egoisty,jest lepsze...może biedniejsze,ale przyjemniejsze...
co do poruszania się z brzuszkiem-teraz w weekend byłam na weselu,poprawinach i...dałam radę:-)nawet potańczyliśmy z S.wszyscy się dziwili,że poród już tuż tuż a ja jeszcze mam siłę...fajnie było.Niestety teraz tak trochę czuję skutki tych wariacji,nie mam dziś siły na nic...chodzę jak wielka kaczka i szukam wygodnego miejsca do leżenia:-)