Tygrysku to ja się jeszcze raz wypowiem bo widze że chodzi o mnie z tą pracą.
To zacznę od tego że ciuchy kupujemy sobie w chińskim,albo lumpie,albo buty ccc lub na rynku.Firmówki to są z lumpka.Zabawki w większości z Alegro używane i mam ich sporo nie po to by były zamiast rodzica a raczej to był mój taki nałóg kupowania,jak nałóg papierosowy czy forumowy

No i kupowałam je jak jeszcze siedziałam w domu bo potem to nie miałam czasu po tyłku się podrapac.
Nasze wydatki to nie zagraniczne wczasy bo już kilka lat nie bylismy nawet na krajowych wczasach.Cały trud naszej pracy szedł w budowe.Mieszkamy u siebie mamy swój dom ale też co miesiąc kredyt hipoteczny,opał w zimie to co miesiąc kilka stówek,choc ratujemy się jak możemy by opał wyszedł jak najtaniem,mąż kosztem widzenia się z dziecmi sam wykupuje drzewo w lesie i zasuwa,obcina,przywozi i dziabie tym się zajmuje jak ma wolny dzien,a przecież mógłby spędzac ten czas z nami piec mamy też z podajnikiem na eko groszek,dosypało by się groszku raz na 3 dni i by było z głowy nie biegałabym co 1-1,5 podkładac do kotłowni ale koszt to byłby około tysiąca miesięcznie

Oprócz hipoteki,opału,jest jeszcze internet,telefony,światło,same światło prawie 200zł,śmieci,szambo,podatek od gruntu zabudowanego,ubezpieczenie budynku,no własnie musze zapłacic 400zł,

opłaty za auta,nie są to wypasione fury tylko środek lokomocji do pracy który się psuje i trzeba reperowac

Telewizji cyfrowej nie mam bo mi szkoda kasy to kolejne kilka dych miesięcznie,może kiedys,zreszto ja nie przepadam za telewizją bo pewnie bym wykupiła.Tak więc utrzymanie swojego domu to ogromne koszty.Ale kredyt kiedys spłace a dom dla dzieci będzie.Owszem wydaje dosyc czesto pieniądze na rzeczy bez których mogła bym się obejsc,zwykły babski zakupocholizm,pewnie się z niego wylecze jak mi się pieniążki z urlopu skończą;-)
A teraz o samej pracy mąż sporo pracuje u siebie w firmie,jak ma wolne,to bierze w między czasie małe remonty by czasami kilka stówek wpadło,albo zajmuje się własnie opałem,w lato trzeba trawę skosic i to czego ja juz nie akceptuję i walcze to te jego gołębie,wolny czas poswięca na rozbudowe gołębnika,robienie klateczek,pułeczek i wszelkich pierdół zbędnych

A jak w niedziele wstaje o 6 rano by jechac na bazar gołebie poogladac,cos dokupic to mnie krew zalewa na taki poczatek niedzieli z rodziną.

Dziś ma wolne,płytki miał układac ale nie pojechał,dostał opiernicz i zakaz wszelakich prac związanych z gołębiami,będzie się dziecmi zajmował a ja mam czas się wyprodukowac na bb a potem ide się zrelaxowac sprzatając łazienkę.
A teraz moja praca.Umowa mi się skończyła z dniem porodu Alanka,po urlopie było bardzo ciężko bo mężowi też obcieli pensję,co miesiąc pożyczałam od mamy ale ile tak można wegetowac.Znalazłam pracę dorywczą jak mały miał 11m,kilka stówek wpadło,małym zajmowała się mama a dla dziecka miałam czas.Jednak my chcieliśmy drugie dziecko a by spełnic to marzenie musiałam byc zarejestrowana i miec świadczenia.Nie jestem materialistką ale nie oddam domu wierzycielom bo nie mam za co spłacac.Pracę szukałam jakis czas.Chciałam by była taka z zarejestrowaniem i by był czas dla dziecka,a znalazłam taką ze szkoda gadac.Pracę zaczełam na pół kwietnia a na pół stycznia już byłam na zwolnieniu ciążowym wiec ten stan nie trwał jakoś długo.Nie szukałam innej pracy bo obiecywali ze tylko maj,czerwiec taki pracowity a potem już normalnie,niestety tylko lipiec,sierpien był ciut lepszy a we wrzesniu 300godzin miałam ale wtedy to miałam juz umowę na 2 lata i starałam się o dziecko zaciskałam zęby w pracy i bzykałam się zamiast odsypiac pracę

Na szczescie w grudniu się udało,w styczniu przeszłam na tryb 8 godzinny z powodu ciąży ale zaraz poszłam na zwolnienie bo plamiłam ale i tak chciałam z dzieckiem odbic stracony czas.
tygrysie i wcale to nie tak że oboje rodziców nie było.Bo moja mama siedziała z nim tylko jak musiała.Mąż przez te miesiące pracował tylko na firmie, czyli średnio 4 zmiany tygodniowo po 12h reszte był z dzieckiem i oczywiscie sobota niedziela tez z małym.Ja wolne miałam przeważnie 2 dni w tyg,albo poniedziałek sroda,albo wtorek,czwartek czyli wtedy co mąż najczesciej w pracy.Wiec rodzica któregoś przeważnie miał i nawet nie wiesz jak zazdrościłam mężowi tego czasu z małym.
Teraz będę się trzymała rękami i nogami by z dzieckiem jak najdłużej byc bo rejestracja mi juz nie potrzebna więcej dzieci nie planuję.Pewnie sprzedamy w między czasie jedno auto zawsze to jakas kasa na jakis czas.Jakos to będzie ale mąż będzie napewno gościem w domu.
To się napisałam,chyba musiałam się poddenerwowac że az tak się wyżyłam ,strasznie nie lubię jak ktoś do mnie pije

Ide malowac z Alankiem bo woła.
Sory za pisownię