martusia,
kasieczek - idę do ortopedy, za jakieś 4-6 tygodni. Co prawda dr uznał ostatnią wizytę za "wszystko ok, więcej proszę się nie pokazywać", ale ja powiedziałam, że "wpadnę jeszcze jak Weronika zacznie chodzić." :-)
martusia - no ja się bardzo cieszę, że uciekłam z blokowiska, aczkolwiek mieszkałam na peryferiach Poznania, do tego za oknem praktycznie las ze stawami, placem zabaw. Na osiedlu zawsze dużo dzieci, tu każde dziecko bawi się w ogrodzie, plac zabaw jest piękny, ale niestety nie idzie go użytkować w takie upały, bo nie jest osłonięty od słońca, brak jakiegokolwiek cienia, a na osiedlach to cień bloki dają. Ja widzę plusy i minusy mieszkania w domu, w mniejszej miejscowości. W Poznaniu myk w autobus/tramwaj i jesteśmy za chwilę gdzie chcemy, wszystko jeździ co 12 minut, no teraz latem co 15, wyjechać stąd to tylko pociągiem (ograniczenie wg. rozkładu jazdy) albo samochodem (koszty), busy (nie biorą wózków, nie mają fotelików dla dzieci, ryzykownie). Są figloraje tu nie ma. I tak mogę w nieskończoność. Nie mówiąc o tym, że zimą pozostaje już tylko dom, bo nawet wtedy pociągi trzeba wyeliminować i jesteśmy uwiązane.

Oooo łodygi kopru włoskiego tu nie kupię. No czasem się w biedronce trafi.

Lasek wanilii też tu nie widziałam, aczkolwiek podejrzewam jeden sklep, że a nuż mogą tam być. Wyprzedaże u nas są, ale to żadna atrakcja, bo ceny i tak wysokie.
Verita - no pewnie, że fajnie, tym bardziej, że mi trudni było obchodzić i urodziny, bo w weekend majowy, nigdy nikogo nie ma, a imieniny latem, więc też ludzie w rozjazdach, no ale tym razem się udało. Lubię kucharzyć, więc to sama przyjemność, a wtedy zawsze próbuję zrobić coś nowego.
Jak tam już razem? ;-)
Taycia - dzięki, no i gratuluję powoli szwędacza ;-) Co do kucharzenia, ja mam problem i wieczne obawy bo mój piekarnik ma zepsuty wskaźnik temp. i jadę na czuja z tym pieczeniem. No nic za jakiś czas zakupię sobie jakiś wypasiony.
Perell - byłaś na morzem? Tam chyba w weekend to ciężko się teraz przebić nie?

Co do zębów znienacka się nie ciesz, przy kolejnym bobo odczujesz co to piekielnia zębów, Weronika nadrabia właśnie takie zęby znienacka u Adrianny.
Kurczę, ja nie wiem co to za jad mają te owady teraz, chapną je to bąble takie, że słów brak, smarowane, a ślady po ukąszeniach jeszcze przez 3-4 dni się utrzymują.
Oho burza idzie, muszę lecieć jeszcze królika zwerbować do domu i pranie z loggie zdjąć.

A tak mi się chce o tej porze po schodach chodzić. No nic, jest szansa, że jak zacznie padać, to zasnę.
Co do schodów, to Weronika wspina się po nich jak szalona, jak drzwi na klatkę otwarte to zaraz cyk do góry, dobrze, że wybiera opcję do góry, bo jest jeszcze opcja w dół, a tej się dopiero uczymy. No i część schodów jest bez prześwitów, te w dół, i one od początku nie były problemem, ale część jest z prześwitamy i tu był respekcik, bo jakieś dziury w schodach są, no ale ten respekcik był jeszcze dwa dni temu i gdzieś wsiąkł.
A co do króliczycy to nie lubi ona Weroniki, już dwa razy mi ją chapła, ryk niesamowity, towarzyszący temu ryk Adrianny, bo króliczyca ugryzła jej ukochaną siostrę, to trzeba się w ryku zjednoczyć, normalnie powiedziałam jej, że pójdzie na mięso a futro na kapcie jak się nie opamięta.
Błyska się, idę, bo zaraz może być za późno, a pewnie jeszcze coś tam się znajdzie do schowania, jak to u nas.
