Moja Kasieńka już po operacji stan ciężki ale są dobre rokowania. Lewe płuco zaciśnięte ale może da jakoś radę. Jelita udało się poukładać na miejscu no i śledziona też dzięki Bogu nie została usunięta. No i najważniejsze że dało się ja nie wiem jak to napisać zszyć czy zamknąć. Liczę na nią że jest silna. Że da rade rade jakos z tego wyjść. Jutro do niej jadę choćbym miała tam te 60km przejść na nogach. Tylko przez te pieprzone upały ledwo żyje w dodatku od wczoraj rana też nie śpię a w nocy z piątku na sobote też niewiele spałam. Jak wstaje i trochę pochodzę to mi szumi w uszach.
W dodatku boję się strasznie o męża. Co chodzi o psychikę to słyszę przez telefon że całkowicie mu siadła. Może jak wreszcie się prześpi będzie lepiej . Ale on z tych miękkich co chodzi o takie sytuacje.