Hmm, byłam zaszokowana, że rodzę, bo poprzedni poród przebiegał inaczej. Zanim się zorientowałam, co się dzieje, główkę miałam pomiędzy nogami. Wepchalam ją spowrotem dwa czy trzy razy. Bez sensu. Nie myślałam racjonalnie, czekałam na karetkę i chociaż byli po dwóch minutach, urodziłam główkę w łazience zanim przyjechali. Weszli i kazali mi przejść do pokoju, ale nie dałam rady, wyszłam z lazienki, zdjęłam spodnie położyłam się na podłodze i dziecko wyskoczyło na ręcę ratownika. Gdybym myślała bardziej racjonalnie, bym szybciej przeszła do pokoju klęknęła i powiedziała mężowi, że ma łapać dziecko zanim przyjechali. Ale wszystko trwało za szybko, żebym mogła myśleć racjonalnie.