A ja właśnie przed chwilą zauważyłam, że Tymo wkłada rączki do buzi. Siedzę przy kompie i czytam Wasze posty, i słyszę smoczek bęc na materac. Idę do niego, bo myślę sobie, że pewnie mu wypadł i będzie ryk, a tu patrzę, że Tymek znalazł materiał zastępczy do ciumkania - paluszki. Robi to jeszcze bardzo niewprawnie, ale grunt, że zaczyna się interesować, bo już się martwiłam, że jeszcze go nic a nic nie obchodzą. A propos waszej dyskusji na temat włosków, to niestety Tymoteusz już ma "elegancki" wytarty placek z tyłu głowy. Podobnie jak u tygrysiątka Wiki, z czarnych po urodzeniu, teraz zrobiły się brązowe włoski. Oczy też się powoli zmieniają. Mam nadzieję, że będą takie same brązowe jak u Kuby.
Klavell - ja mieszkam po sąsiedzku z Goerlitz ale o ile dobrze kojarzę to tam nie ma Rossmanna, są tylko DM (Drogerie Markt) i chyba tam zajrzę, bo to bardzo podobnie zaopatrzone sieci (np. w Rossmanie są kosmetyki dla dzieci Baby Dream's a w DM - Baby Love). Więc może będą mięli jakieś własne koktajle.
Majandra - oj, rozumiem, co przeżywasz. Ja wczoraj miałam to samo, zresztą pisałam o tym. Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok. Oczywiście dzisiaj Tymoteusz to złote dziecko, śpi, je i się uśmiecha. Ale wczoraj dał mamuśce tak popalić, że szkoda gadać. Mam nadzieję, że to taki jednodniowy wyskok w przypadku naszych synalków.
Doti - oj tak, niestety, pewnie sobie poczekam. Ale wkurza mnie to, że poczta reklamuje się "Priorytet - zapłać parę groszy więcej, a przesyłkę dostarczymy na drugi dzień", podczas gdy paczka dociera po tygodniu. Równie dobrze można by było nadać zwykłą paczkę, bo efekt byłby ten sam. A jeszcze wczoraj oglądałam w TV materiał o Poczcie Polskiej i jej brakach kadrowych, jakiś facet wypowiadał się że 10 grudnia roznosili paczki z początku i połowy listopada



. Najpierw zwalniali ilu się dało pracowników, a teraz narzekają, że nie ma kto pracować.
No i na sam koniec pochwalę się, że dokonaliśmy dzisiaj zakupu białej kiełbaski i jutro będziemy wędzić u przyjaciół w przydomowej wędzarni. Mięsko już od kilku dni się pekluje. Mniam, uwielbiam taką "własnoręcznie" uwędzoną wędlinkę. Smakuje całkiem inaczej niż gotowa.
Acha, mam też poważny problem... Nie mam pomysłu na prezenty dla rodziny. Nikt nie wie, co chciałby dostać, a ja nie mam weny twórczej na wymyślanie przydatnych, ciekawych i niedrogich prezentów dla starszych członków albo takich "z jajem" dla młodych. Co kupić babci? A co teściowej (nie, cofam pytanie, jej to wiem co kupić, tylko to by się mogło źle skończyć, he he). Co braciom? Łuuu, święta tuż tuż, a ja nie mam jeszcze ani jednego prezentu...:-(