Dwie jedynki na dole wyszły nam pikusiowo-lajtowo w porównaniu z tym co mamy teraz.
Od kilku dni Misiek nie ma apetytu, zjada połowę tego co zazwyczaj. A dziś w nocy to była masakra. Zasnął ładnie, ale od 24 (czyli kiedy ja położyłam się do łóżka) zaczęła się jazda. Mimo iż spał z nami to budził się chyba co godzinę, a od 3 co 15 minut.

Budził sie, szukał cycka, dostawał, possał i zasypiał dalej. I tak bez końca. Kiedy ja próbowałam zmienić pozycję i w końcu położyć się na plecy, od razy skubany to wyczuwał i się rozbudzał. Cycek musi obowiązkowo stykać się z jego policzkiem bo inaczej lament.... O 4 już nie dało rady, płakał, cały był rozpalony, temp. 37,3. Posmarowałam dziąsła, wsadziłam czopek i próbowałam go uśpić. Oczywiście się nie dało. W końcu zrobiła się 6 i pora zbierać się do pracy. To dopiero mały stwierdził, że może jednak się zdrzemnie ....
Jak dzisiejsza noc też taka będzie to nie wiem jak przetrwam...

Na dodatek w ciągu dnia też marudził i ciągle płakał. Miał też temp. 38 :-(
Mam tylko nadzieję, że to jednak ząbki a nie jakiś wirus, bo trochę kaszle. A my przecież obydwoje dopiero co się wyleczyliśmy z przeziębienia...
Będzie dobrze, a ja idę spać bo znowu tu sie zasiedziałam.