Ja nie jadłam mięsa i produktów pchodzenia zwierzęcego od 9 miesięcy (czyli też galaretek, żelkow, jogurtów z żelatyną, serów z podpuszczką) Jadam za to produkty mleczne krowie oraz kozie oraz jajka. Nie uzywam też kosmetyków firm, które testują swoje produkty na zwierzętach ( a jest ich mnóstwo wbrew temu co piszą na opakowaniach

) i cala moja rodzina też nie. W ciąży zjadłam kilka razy żelki więc już trochę od swoich zasad odstąpiłam. Jest to trochę wbrew moim zasadom a prawda jest taka, że ile można jeść surówki - to nawet nie jest dobre dla mojego żołądka. jem też bardzo dużo owoców, naprawdę, nieraz około dwóch kilogramów dziennie - mandarynek, arbuzów, winogron, czereśni, kiwi, jabłek... ostatnio nawet po ukochanym arbuzie wymiotowałam. Widać organizm już sam to odrzuca... Podjęłam decyzję, że na czas ciąży bede jadla mieso wtedy kiedy bede miala na nie ochotę ale dopuszczam tylko drob (tak jak jadalam wiele lat przed przejsciem na wege). Moj lekarz nie krecil nosem na to, ze jestem wegie bo krew miałam w porzadku wiec powiedzial, zebym dalej sie tak odzywiala i moze sprobowała wprowadzic do jadłospisu ryby...W koncu zachcianki ciazowe to nic innego jak to czego dziecko potrzebuje - moze niekoniecznie czekolady np. ale bardziej magnezu, lody to przeciez bialko a np. kiwi to bomba witaminowa przeciez

Robie to dla dziecka ale zaraz po urodzeniu lub wczesniej jesli juz nie bede miala takiej potrzeby wracam do starych nawykow zywieniowych - zdecydowanie zdrowszych.