reklama

Zakupowo - Wyprawkowy

  • Starter tematu Starter tematu Ren
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
Mamaagusi,tzn.Wolno było sobie leżeć z dzieckiem,karmić w łóżku itp.,tylko zasnąć nie.Nie,żeby jakies nieprzyjemności czy cos,ale jak np. mi sie przysnęło ,to jak któraś z pielęgniarek zajrzała do nas,to delikatnie budziła i czasem sama odkładała dziecko do łóżeczka,a czasem ja sam to robiłam.No,chyba,że zabezpieczyłam poręcz kocem i niunia od tamtej strony lezał,to nic nie mówiły.Widocznie miały taki wypadek czy cos i pilnowały:tak:.
 
reklama
no ja ją tylko od strony ściany trzymałam i jeszcze poduszka oparta była tam, żeby ściany nie dotykałą bo tak też się bałam że spadnie ale ja te 3 dni praktycznie nie spałam bo zawsze któreś dziecko z sali płakało albo monitora oddechu któraś zapomniała wyłączyć i wył więc o przygnieceniu nie było mowy:)
 
No widzicie,w różnych szpitalach jest różnie ze wszystkim.Ja to czasem się zastanawiam czy jakbym była jeszcze raz w ciąży,czego raczej nie planuję to chyba wolalabym chodzić do gina państwowo,tylko na usg prywatnie a te pieniążki co wydałam na te wszystkie prywatne wizyty odłożyć sobie na jakiś prywatny szpital po urodzeniu dziecka,bo wspominam naprawdę źle te dni po porodzie.Marzyłam o powrocie do domu...Mamaagusi u mnie był też problem z karmieniem i to ogromny,najpierw miałam po cc za malo pokarmu a potem przy nawale już nie mogłam wcale karmić bo brodawki płaskie,a dziecko malutkie...usteczka malutkie,nie dawał rady.Nic nie pomagało,ehh nawet nie chcę tego wspominać bo to było okropne i bardzo przykre dla mnie.

U nas właśnie kazały mi brać dziecko do łóżka,a ja nie chcialam bo byłam gruba,a łóżka szpitalne wąskie i balam się że mi Krzyś spadnie jak zasnę,albo go przygniotę.A te pizdy tego nie rozumiały i były strasznie zdziwione,że ja nie chcę z dzieckiem spać.
 
ja to teraz sie dziwie jak mogła wytryzmac 2 tygodnie w warunkach remontowych na zastepczej sali (operacyjnej). Z niunia nie spałam nigdy bo spała w swoim łózeczku a na rece brałam tylko do przewijania i karmienia. Zreszta miałam takie skurcze ze nawet karmiac bałam sie ze ja upuszcze wiec nie ryzykowałam. PRzez to mała nauczyła sie spac sama w łózeckzu
 
wiem że większość z Was jest przeciwniczkami chodzików ja jednak po rozmowie z lekarzem-powiedziała mi że chodziki nie są złe,że to błąd gdy dziecko które nie umie jeszcze samo siedzieć jest wkładane do chodzika bo obciąża to kręgosłup i wtedy występują różne skrzywienia i wady postawy,jednak gdy dziecko jest już stabilne (i oczywiście jak się go nie trzyma cały dzień w chodziku) to nie ma żadnych przeciwwskazań i ja przemyślałam wszystkie za i przeciw i takowy zakupie...bo mój terrorysta obciąża teraz mój kręgosłup a tak obydwoje będziemy mieć jakieś korzyści;-)
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
Rysia ja też sie naczytałam i nasłuchałam o tych chodzikach ale też myślę że przede wszystkim chodzi o to aby podejść do tego z głową czyli nie na pół dnia a na kilkanaście minut nie za długo,pewnie jeszcze nie myślałabym o kupnie ale....w piwnicy został po dzieciach szwagra i tak się właśnie nad nim zastanawiam
 
Ostatnia edycja:
Dziewczyny a może zamiast chodzika to skoczek? Ja właśnie kupiłam ten z FP RainForest (używany na allegro) i jesteśmy nim zachwyceni. Mały szaleje na maksa, jeszcze nie było tak, żeby on mu się znudził, skacze w nim jak sprężynka - oczy zamglone, ziewa, ale twardo skacze póki się go nie wyjmie. Oczywiście nie trzymamy go w nim dłużej niż 15-20 min (tak 2 czasem 3 razy dziennie), ale podejrzewam że jakby się go nie wyjęło to on by w trakcie skakania usnął... ;-) Także jak na razie to u nas hicior numer 1 - ulubiona zabawka małego. No i nie wiem czy to przypadek czy zasługa skoczka, ale mały się ostatnio rozkręcił ruchowo, sporo pełza po podłodze i jakoś dłużej go ineresuje aktywność ruchowa, bo wcześniej to straszny leniuszek z niego był.
 
Nice myślałam o skoczku, ale zrezygnowałam, bo żal mi wydawać pieniędzy na coś co za chwilę pójdzie w odstawkę. Nie wierzę by młody, który za miesiąc albo dwa będzie się dość sprawnie przemieszczał (oby :-)), dał się uziemić w skoczku. Żałuję, że wcześniej nie kupiłam.
Rysia moja córka została włożona do chodzika jak miała 5,5 miesiąca. Kręgosłup ma w porządku, nic jej się nie stało przez to, że czasami w nim pobiegała (w jej przypadku nie było mowy o chodzeniu :-D). Mimo, że cały czas byłam na nie dla chodzika z powodu lenistwa Wojtka, to jednak zmieniłam zdanie. Mój łobuz sam nie potrafi usiąść, ale wstaje i chce chodzić. To dość uciążliwe, zwłaszcza dla mojego pokrzywionego, bolącego kręgosłupa. Dlatego w środę przyjedzie wysłużony chodzik po dzieciach koleżanki. Moje plecy odrobinę odpoczną i tylko mam cichą nadzieję, że pomimo chodzika młody nadal będzie próbował raczkować. A może dzięki temu rozkręci się ruchowo... :tak:
 
reklama
Aniawa - no rzeczywiście na długo to nie starczy, bo i 'dopuszczalna masa' jest ograniczona. No ale zaszaleliśmy, bo jak zobaczyłam jaki mały był podjarany jak w tym skakał u sąsiadki to po prostu musiałam mu to kupić ;-) Oj ciężko dziecia mi będzie nie rozpieszczać ;-) No ale jak tu się oprzeć temu wyrazowi błogiego szczęścia na małej buźce :-D
U nas Przemek też leniuszek, chociaż właśnie ostatnio trochę się rozkręcił, ale on ogólnie do tyłu jest, bo jego mobilność polega na razie wyłącznie na pełzaniu wokoło i troszkę do tyłu. Siadać sam też nie potrafi jeszcze. Ale za to skacze prawie jak Małysz ;-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry