reklama

Zakupowo - Wyprawkowy

  • Starter tematu Starter tematu Ren
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
reklama
Heh...nostalgicznie sie zrobiło...jakie słodkie były te nasze dzieciaczki zaraz po urodzeniu...:tak:-kruszynki takie,nawet te duże;-).Ale tak sobie pomyślałam- wszystkie chyba rodziłyśmy w państwowych szpitalach,a jakie kolosalne różnice we wszystkim:tak:- co szpital,to obyczaj;-)
 
ja myśle ze wiele zależy też od pielęgniarek i polożnych :tak: ja miałam naprawde cudowne kobietki. Położne cały czas nade mną czuwały, pytały jak sie czuje i marudziły bo zamiast w koszuli chodziłam w dresie :-) pamiętam jak główna położna powiedziała: to nie sanatorium żeby w dresie chodzić to jest szpital, zakładaj pidżame :-D a ja na to: jak to nie sanatorium? jedzenie pyszne (bleeee!) personel sympatyczny, ja sie tu czuje jak na wakacjach :-D pielęgniarki od małej też cudowne, przez pierwsze dwie doby nie miałam pokarmu, dawali małej zapobiegawczo pepti które ja zatkało. Przychodziły, masowały, pomagały. Ja wychodziłam z załozenia że jak sie w szpitalu nie naucze to później bedzie problem więc latałam do nich ze wszystkim a one cierpliwie mi tłumaczyły, pokazały jak karmić piersią, pomagały przy nawale pokarmu, nauczyły kąpać, przebierać małą. Złego słowa nie moge powiedzieć na opieke. Ale nasłuchałam sie od kolezanek które rodziły w innym szpitalu - położnice pozostawione same sobie, nauka karmienia piersią polegająca na wciśnięciu brodawki do ustek dziecia i już...ehh naprawde wiele zależy od nastawienia personelu.
 
u nas mleko pielegniarki mialy u siebie w pokoju i dokarmiały bebilonem,jak sie nie mylę to pepti,wsadzały flaszkę do mikrofali i jak się podgrzało to dawały,ale żeby zdobyć to mleko to człowiek musiał niezle wycierpiec, po cc nie miałam na początku mleka,więc one dokarmiały butla,ale z wielką łaską,jednak w nocy Natalka sie budziła i była głodna to te "krowy" (czyt .położne) mówiły,że mam dostawiać do cyca,także Natalka wisiała na cycu cała noc,miałam całe poranione sutki już ,a "piguły" to nie wzruszało, dopiero jak codziennie ją ważyły i zaczęła spadać z wagi to dostała butlę,byłam wkur...na maksa , takie krowy siedziały w kamerliku i pieprzyły, a ja umierałam z rozpaczy, że dzieciątko głodne, a ja nie mam mu co dać!!!także masakraaa w niektórych tych szpitalach państwowych:angry:
 
ELUSIA u mnie było trochę podobnie, aż mi się nie chce wspominać tamtego czasu, ja tak płakałam, żeby już do domu wracać...

ja też płakałam bo mi normalnie nerw puścił,a ogólnie jestem silną babką, i jedna taka fajna położna się zlitowała i mi dała flaszkę , a tamte krowy to niech też kiedyś doznają głodu...bo czym MAŁA miała sie najeść ?powietrzem? szkoda gadać na ten temat;-)
teraz Pudzianek sobie odbił to ,bo waży dyszkę , a moja niecałe 8kg :tak:
 
a ja szpital wspominam bardzo dobrze, aż sama byłam w szoku bo strasznie się bałam, po pierwsze - pierwszy raz leżałam w szpitalu, po drugie- bałam się rozłąki z mężem i że bede tam sama i w dodatku bede musiała nocować, a okazało się że w szpitalu było mi lepiej niż w domu, no prawie ;-) fakt faktem ja praktycznie nic od nikogo nie potrzebowałam, przychodzili tylko na obchody i tyle, ale leżałam na sali z fajnymi babeczkami i sobie nawzajem pomagałyśmy :-)
w szpitalu oczywiście wszystko trzeba było mieć swoje, ale mi to nie przeszkadzało bo mąż dwie torby zapasowe w bagażniku miał wiec przygotowani byliśmy ;-) tylko mleczko dawali bez problemu, każdy mógł brać ile chciał bo było w takich słoiczkach gotowe do podania :-) ale wogóle u nas nie kąpali dzieci :szok: dopiero w domu wykąpaliśmy pierwszy raz, jeszcze maź płodową miał synek we włosach :-D za to o pępuszek pielęgniarki dbały :tak:
 
Ja przez tę "infekcję" (bo nikt mi nie umiał powiedziec,co to za infekcja:no:) Amelki,to kwitłam w tym szpitalu tydzień...dziewczyna,z która urodziłam (w niedzielę) we wtorek wyszła,przeniesli do mnie inną ,po CC- wypuscili ją w czwartek,a ja kwitłam...:-(I tez chciałam do domu,bo byłam juz taaaak zmęczona....Marzyłam o chwili,gdy wreszcie będe w domu i będę mogła się wyspać....Amelka była tak "aktywnym" od pierwszych dni dzieckiem,że np. rano czekałam,aż M. przyjdzie i sie nią zajmie,żebym mogła iść się wykąpać...No i nie pozwalali nam spac z dzieckiem,żeby nie spadło z łóżka.A wiadomo,przy karmieniu same sie oczy zamykały...Miałam przy łóżku taką poręcz podnoszoną,ale tylko z jednej strony:-(.Ale w porównaniu z tym,co przechodziłam przy porodach chłopaków,to i tak niebo a ziemia...
A tak teraz mi przyszło do głowy...Makuc,ty w którym szpitalu rodziłaś?Bo ja Tomira na Jaczewskiego,a Maksia chciałam na Kraśnickiej,ale mnie odesłali na Lubartowską...:-(.
 
no coś ty Happy? nie pozwalali wam spać z dzieckiem? nam sami do łóżek nieraz kładli ale my wolałyśmy żeby bezpiecznie leżały na monitorze oddechu w sumie to 1 noc spałam z Agusią bo siły nie miałam wstawać co chwilkę
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry