Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
-kruszynki takie,nawet te duże;-).Ale tak sobie pomyślałam- wszystkie chyba rodziłyśmy w państwowych szpitalach,a jakie kolosalne różnice we wszystkim
- co szpital,to obyczaj;-)
ja miałam naprawde cudowne kobietki. Położne cały czas nade mną czuwały, pytały jak sie czuje i marudziły bo zamiast w koszuli chodziłam w dresie :-) pamiętam jak główna położna powiedziała: to nie sanatorium żeby w dresie chodzić to jest szpital, zakładaj pidżame
a ja na to: jak to nie sanatorium? jedzenie pyszne (bleeee!) personel sympatyczny, ja sie tu czuje jak na wakacjach
pielęgniarki od małej też cudowne, przez pierwsze dwie doby nie miałam pokarmu, dawali małej zapobiegawczo pepti które ja zatkało. Przychodziły, masowały, pomagały. Ja wychodziłam z załozenia że jak sie w szpitalu nie naucze to później bedzie problem więc latałam do nich ze wszystkim a one cierpliwie mi tłumaczyły, pokazały jak karmić piersią, pomagały przy nawale pokarmu, nauczyły kąpać, przebierać małą. Złego słowa nie moge powiedzieć na opieke. Ale nasłuchałam sie od kolezanek które rodziły w innym szpitalu - położnice pozostawione same sobie, nauka karmienia piersią polegająca na wciśnięciu brodawki do ustek dziecia i już...ehh naprawde wiele zależy od nastawienia personelu.
ELUSIA u mnie było trochę podobnie, aż mi się nie chce wspominać tamtego czasu, ja tak płakałam, żeby już do domu wracać...

dopiero w domu wykąpaliśmy pierwszy raz, jeszcze maź płodową miał synek we włosach
za to o pępuszek pielęgniarki dbały 
) Amelki,to kwitłam w tym szpitalu tydzień...dziewczyna,z która urodziłam (w niedzielę) we wtorek wyszła,przeniesli do mnie inną ,po CC- wypuscili ją w czwartek,a ja kwitłam...:-(I tez chciałam do domu,bo byłam juz taaaak zmęczona....Marzyłam o chwili,gdy wreszcie będe w domu i będę mogła się wyspać....Amelka była tak "aktywnym" od pierwszych dni dzieckiem,że np. rano czekałam,aż M. przyjdzie i sie nią zajmie,żebym mogła iść się wykąpać...No i nie pozwalali nam spac z dzieckiem,żeby nie spadło z łóżka.A wiadomo,przy karmieniu same sie oczy zamykały...Miałam przy łóżku taką poręcz podnoszoną,ale tylko z jednej strony:-(.Ale w porównaniu z tym,co przechodziłam przy porodach chłopaków,to i tak niebo a ziemia...