A ja Wam powiem tak: na pewno nie bede miala z kim dziecka zostawic jakbym musiala cos zalatwic w godzinach najwiekszej operacji slonecznej- zatem musze zabrac. Zasłanienie pielucha wydaje mi sie nie zawsze pozadane , zreszta jakos balabym sie buzie dziecku nakryc. Sama mam taka karnacje ze odrobina slonca i udar sloneczny czy poparzenia gwarantowane. Nie ma co wiec liczyc ze Hania bedzie odporna na slonce, poza tym nawet jesli to nie w tak wczesnym wieku.Skoro mnie w najwieksze upały filtr 30 czasem nie wystarcza to trudno mi sobie wyobrazic zeby mojemu dziecku o jednek delikatniejszej skorze wystarczylo. I naprawde ja nigdy w zyciu sie nie opalalam ( czyli celowo wystawialam na slonce) a mimo to mialam powazne poparzenia..chocby na stopach wokol sandałów. Nie zamierzam dziecka obkladac maslanka( a to przeciez i tak najdelikatniejszy skutek). Poza tym rodzimy w sierpniu, wiec mysle ze jedno opakowanie drogiego kremu 50 starczy nam nawet do najbardziej upalnego wrzesnia, a potem sie wyrzuci i trudno. Wole zainwestowac na poczatek wiecej niz potem plakac na widok poparzonego dziecka i placic za masci oparte na zlocie( choler**** drogie) ulatwiajace gojenie poparzen.
Slowem - ja jestem za filtrem : nie bo tak kaza gazety , szkola rodzenia, lekarz itd , tylko dlatego ze znam wlasna skore i bol z tym zwiazany.