Jak tak czytam swoje wypowiedzi to sama nie wiem, jak doprowadziłam do takiego stanu. Jeszcze po drugim porodzie mąż nie pozwalał mi nic robić. On gotował, sprzątał, zajmował się dziećmi. Ja karmiłam mlodsze i bawiłam się ze starszym. Doszłam do siebie po porodzie i to się musiało jakoś stopniowo zmieniać, że nawet nie zauważyłam, kiedy ta równowaga się aż tak mocno przesunęła, że znikła. Mąż studiuje, biega (zaczął, jak ja powiedziałam, że zaczynam chodzić na fitness jak tylko sobie buty kupię... Na fitness nie dotarłam), ma 1 wolne popołudnie i wieczór od nas. Czasami więcej. A ja może zdążę coś zrobić dla siebie, jeśli dzieci wcześniej usną i ja nie padnę razem z nimi...
@Elencza wczoraj mnie obudził, bo mlodsze "chciało do mamy"... Ani głodne, ani płaczące... Starsze jeszcze spało ze mną.
Żeby było śmieszniej, to mąż bardziej nalegał na dzieci. Ja dzieci chciałam, ale nie byłam pewna, czy już. Teraz dzieci nie żałuję, ale samodzielnego mieszkania. Trzeba było przyjąć pół domu od mamy.
Dziękuję za wszystkie komentarze. Otworzyły mi oczy. To nie z moją organizacją jest coś nie tak. Słodkie słówka i przytakiwanie nie zmieniają sytuacji. To nie babci mam dzieci podrzucać, jak chcę mieć czas dla siebie (chociaż babcia chce, od przyszłego lata będą mogli zostawać oboje na pół dnia). Jak tak żyję na co dzień i mąż narzeka, że nie ma czasu albo niewyspany, to szkoda mi go i po prostu zajmuję się domem. On może sobie nawet nie zdawać sprawy z tego, co robi - tak jak ja, póki tego nie opisałam i ktoś z zewnątrz nie zwrócił mi uwagi. Mam nadzieję, że uda mi się to zmienić.