A u nas to zaczęło się od potówek na buźce i szyjce. Myślałam, że same przejdą i pewnie tak by było, gdyby nie to, że ja miałam zapalenie układu moczowego i brałam lek, który miał być bezpieczny dla kobiet karmiących (tak mi lekarz zapisał).
Z małą było co raz gorzej, krostki miała już wszędzie i robiły jej się takie suche czerwone placki szczególnie na nogach i rękach. Pani pediatra powiedziała, że to od nabiału (a ja jem go sporo bo uwielbiam) i się z nią zgodziłam, właściwie ograniczyłam go do zera. No i nic, poza tym jeszcze bolał ją brzuszek.
I coś mnie tknęło, żeby jeszcze raz zobaczyć na ulotkę leku ... i słuchajcie, mała miała wypisz wymaluj, wszystkie objawy uboczne jakie mogą wystąpić przy braniu mojego leku! Odstawiałm lek i po dwóch dniach wszystko zaczęło znikać!
Ale na te placki suche to pomógł ten oilatum.
Więc, nabiał jem jak jadłam i małej nic nie jest, cieszę się bo nie wyobrażam sobie dnia bez serka, czy szklanki mleka!
A co do smarowania obecnie - to od czasu do czasu (np. łokcie i kolana) smarujemy oilatum, mam oliwkę Johnsona, ale Patrycja za nią nie przepada, a i ja stosuję ją żadko, bo nie lubię jak się dziecko tak lepi

No i mydło Kajtek, które nie wysusza skóry. Uważam, że nie należy tak małych dzieci (ich skóry) uzależniać od dużej ilości kosmetyków - niech wytworzy się w pełni ten tzw. płaszcz ochronny skóry.