Teddy akceptuję Twoje podejście!
Sama jednk mam do tego inny stosunek. My nie podpisywaliśmy żadnej umowy, my mieliśmy ŚLUB. Przy świadkach rodzinie, przyjaciołach, sąsiadach, znajomych i przede wszystkim przed Bogiem! Ja patrze na to z punktu widzenia osoby wierzącej. Bez odniesienia do Boga to tylko podpisanie umowy cywilnoprawnej.
Widzisz ja tez podchodze inaczej do małżeństwa traktuje je jako wspólne zycie do śmierci któregoś z nas - a nie wiele brakowało żebym już została wdową.
Dla mnie to jest wzięci odpowiedzialnści za drugą osobę nawet wtedy kiedy będzie chory, niepełnosprawny, nie będzie umiał zarabiac, bęzie obleśny. To nie jest łatwe, dzisjesze zycie nie skłania do zobowiązywania sie, bo to podobno ogranicza. To jednk działa tez w drugą stronę. Wiem że mój mąż zobowiązał sie dbac o mnie, nasze dzieci, nasz związek (tak samo jak ja sie zbowiązałam) i obiecał mi to nie przed jakims urzęnikim USC tylko przed samym Bogiem.
Zdecydowaliśmy sie na małżństwo jak oboje doszliśmy do wniosku, że dorośliśmy do tego, żeby wziąść na siebie odpowiedzialnośc za druga osobę.
Mój mąż powiedział mi jakiś czas temu, że jestm dla niego tak ważna, że nie mógłby mnie trzymac żyjąc bez ślubu w ciągłej niepewności.
A co do małżeństw powodowanych ciążą, to ... kiepski powód żeby sie pobierać, dziecko można uznać w USC bez podlisywania "cyrografu".