charlene
Fanka BB :)
Dziewczyny, ja uwazam, ze zdecydowanie lepiej bez krzyku...Ale znam siebie, swoj temperament. Mloda ma go po mnie, wiec obie jestesmy emocjonalne - jest to awykonalne zebysmy nie krzyczaly nigdy, bo to sprzeczne z nasza natura. Staram sie to ograniczyc do minimum, ale tez widze, ze jak jestem wsciekla to ciezko mi sie opanowac, dlatego staram sie zrozumiec ze Mlodej tez czasem ciezko sie opanowac. Skoro mi nie wychodzi, to co dopiero jej! Musimy sie jeszcze sporo nauczyc (glownie ja) zeby nie nakrecac sie nawzajem, ale licze ze z czasem wypracujemy jakas fajna metode rozwiazywania konfliktow i wyrazania negatywnych emocji. Nie lubie krzyku, ale uwazam, ze mimo to krzyk jest lepszy niz wieczna "kamienna twarz". Krzyk pokazuje, ze jestem zla, ze kazdy ma prawo byc zly. To nie jest najlepszy sposob wyrazania zlosci - ale chyba najbardziej naturalny. Nie akceptujemy w zaden sposob bicia, przeklinania i obrazania. nawet jak wrzeszcze to krzycze ze "jestem wsciekla, i dlaczego jestem, a nie "jestes glupia, zamknij sie, wkurzasz mnie, nie lubie Cie" - tego glownie chce ją nauczyc. Nie zeby nigdy nie krzyczala, ale zeby wyrazala w ten sposob emocje a nie wbijala szpile komus.
Zreszta, u nas jest troche inaczej. Sara poslucha mnie predzej nie kiedy krzykne tylko kiedy kilka razy powtorze to samo polecenie bardzo cicho i bardzo stanowczo, z grobowa mina. Tymi samymi slowami. Wtedy wie ze sprawa jest powazna. Krzyk stosuje jak sama sie wystrasze (np kiedy cos niebezpiecznego zacznie robic) albo jak sie wkurze totalnie ale jako metoda to u nas sie nie sprawdza szczegolnie.
Zreszta, u nas jest troche inaczej. Sara poslucha mnie predzej nie kiedy krzykne tylko kiedy kilka razy powtorze to samo polecenie bardzo cicho i bardzo stanowczo, z grobowa mina. Tymi samymi slowami. Wtedy wie ze sprawa jest powazna. Krzyk stosuje jak sama sie wystrasze (np kiedy cos niebezpiecznego zacznie robic) albo jak sie wkurze totalnie ale jako metoda to u nas sie nie sprawdza szczegolnie.

dlatego ja się pilnuję żeby nawet jak młody mnie wkurzy nie krzyczeć "bez powodu" (bo faktycznie często rzeczy z powodu których mam ochotę wrzasnąć - po przemyśleniu na sucho wydają się kompletnie bez powodu do takiej złości) a typowy krzyk (bo nie mówię tu teraz o podniesionym tonie o którym pisałam wcześniej, używanym do podkreślenia wagi problemu) "zostawiam" na poważne sytuacje, żeby zadziałał kiedy naprawdę będzie potrzeba... ale jak każdemu zdarzają mi się chwile bezradności i zdarzy mi się podnieść głos - młody wtedy jest bardzo zdziwiony i momentalnie przestaje robić to co robił i biegnie się przytulić... a mi oczywiście robi się głupio, że jednak dałam się ponieść nerwom:-(

:-)