seler naciowy?

Nieźle!

Taaa, cisza przed burzą. Mój mózg to kalafior (chociaż powróciła zdolność matematycznego myślenia - hura!!!), pojawiła się alergia, nie chce mi się już jeździć do alergologa, ani dzwonić, ani ... nic. I jeszcze muszę koniecznie mieć jedną wizytę z diabetologiem, ale jak na złość nie mogę się do niej dostać i bedę musiała mieć konsultację telefoniczną z kimś nowym, komu będę musiała od nowa całą historię opowiedzieć... Jestem w stanie "nie daję rady". Chcę przeczekać, chcę przyspieszyć dni. Poród mam wyznaczony na 24-25.06. CC. I trzymamy kciuki, aby nie wcześniej. Więc nawet jakbym chciała coś w domu zrobić, to nie mogę (zero noszenia, jak najmniej chodzenia, czuję się umęczona). Szyjka się skróciła. Mam założony pessar. Ale i tak muszę uważać. Mam w sobie ponad 5kg dzieci (w piątek dowiem się dokładnie ile to "ponad" wynosi). Plus dodatki dwójki bambaryłek. Każdy ma swoje łożysko i całą resztę. Wczoraj uświadomiłam sobie, że nie mogę po ludzku zjeść zupy, bo nie mogę nachylić się nad stołem, bo brzuch. Nie mogę przysunąć się bardziej do stołu, bo brzuch. Wielki. Prawie się popłakałam - hormony...
Do tego w nocy bóle bioder, kolan, kręgosłupa - przez to napinający się brzuch. Wczoraj na łóżko (na którym JUŻ JEST pokrowiec zmiękczający materac) położyłam piankowe siedzisko z fotela. Uffff, pomogło. Dziś spałam. Śpię na stercie poduszek podnoszących mnie od pasa w górę - bo zgaga, bo cofki... Mam przeżarty przełyk przez kwasy żołądkowe i jedzenie/picie sprawia mi duży ..., nazwijmy to - dyskomfort. I nie czuję głodu. Jak wezmę Renne to pomaga i nagle czuję jak głodna byłam.
Przez to, w przeciągu ponad tygodnia, nie przytyłam ani grama. Za to brzuch powiększył się znacząco! Właśnie siedzę na krześle z nogami rozszerzonymi maksymalnie, a brzuch opiera mi się o siedzenie krzesła...

ratunku....
Ja wiem, że istnieją jednorożce - kobiety, które przechodzą całą ciążę łatwo lekko i przyjemnie - zazdraszczam!