Zaczne od początku, cóż była zimna jak lód, spuchnięta jak balon, i żółta, pewnie przez to że miała problemy z wątroba, w pięknej różowo białej sukience, białych rajstopach, bucikach wprawdzie trochę zdartych bo dałam jej lakierki po siostrze, nią miałam głowy do kupna nowych, w czepeczku który miała do chrztu i przykryta biala woalka, w białej trumience, deszcz padał ale za chwilę na moment wyszło słońce i deszcz ustąpił, ciezko, ciężko choć wiem że w tym pokiereszowanym ciele nie było już jej, to ciężko że po tym wszystkim po całym jej cierpieniu i całym wysiłku włożonym w to wszystko, kończy się to włożeniem trumny do ziemi, ciężko to pojąć, że już po wszystkim, ze tyle było zamieszania koło niej, zwłaszcza w szpitalu i już po wszystkim, po prostu włożyli ja do ziemi.