Hej kochani…
To dopiero pierwsza ciąża - bardzo wczesna.
Zrobiłam badania na CMV - niestety nie mam przeciwciał.
Pracuje jako wspomagający w przedszkolu państwowym - 5 h dziennie z 5 latkami plus nadgodziny również w budynku z maluszkami.
Mimo, że jestem przypisana do kilku ucznoow (opóźnienie intelektualne, spektrum itd - ślinienie, branie wszystkiego do buzi itd) to wiadomo, że dzieciaki wszystkie podchodzą, przytulają się, dosłownie siedzą na mnie.
O ile wcześniej bardzo chciałam pracować dalej - to teraz się stresuje, bo jak sobie przypomnę, że maiłam sytuację ze musiałam wyjmować uczniowi z buzi gumkę itd to boję się że na cmv się naraziłam albo ile razy ktoś mi kichnął w twarz bez zasłaniania się… (Za 2 tygodnie jeszcze raz powtórzę badania- jestem obecnie na l4 w związku z ogromnymi mdłościami i migrena)
Bardzo lubię moją pracę, ale od kiedy wiem, że nie ma odporności to boję się kontaktu z dziećmi. Wiadomo, że w sklepie itd nie, ale takiego przytulania. Łazienkę mamy wspólną…
Do lekarza idę dopiero za tydzień.
Czy ktoś z was pracując w szkole lub przedszkolu miał zmianę stanowiska? Jak dyrektorzy do tego podchodzą? Byłabym bardzo zła jeśli bym musiała być na l4 tylko dlatego że w pracy jestem narażona na cmv…
(Mam mdłości itd ale to wiem że bym mogła częściej wychodzić, bonjesta mi trochę pomaga i że nauczycielki by mnie wspierały- gdyby były migreny to mam ciemny magazynek i mogę tam na spokojnie zimny okład zrobić , ale mam nadzieję że mi przejdą - przed ciążą nie miałam) albo ktoś był zwolniony ze świadczenia pracy przy zagrożeniu biologicznym( ślina, mocz?)
Czy ktoś z was pracował z małymi dziećmi mimo braku przeciwciał ? Nie wybaczyłabym sobie gdybym poroniła albo skazała dziecko na niepełnosprawność z powodu pracy… chociaż z drugiej strony w sklepie spożywczym czy nawet w szpitalu gdzie jeżdżę na badania też moge spotkać dziecko … ale staram się mieć dystans.
Co sądzicie? Jestem bardzo rozchwiana emocjonalnie i jak tylko o tym pomyślę to płaczę…
To dopiero pierwsza ciąża - bardzo wczesna.
Zrobiłam badania na CMV - niestety nie mam przeciwciał.
Pracuje jako wspomagający w przedszkolu państwowym - 5 h dziennie z 5 latkami plus nadgodziny również w budynku z maluszkami.
Mimo, że jestem przypisana do kilku ucznoow (opóźnienie intelektualne, spektrum itd - ślinienie, branie wszystkiego do buzi itd) to wiadomo, że dzieciaki wszystkie podchodzą, przytulają się, dosłownie siedzą na mnie.
O ile wcześniej bardzo chciałam pracować dalej - to teraz się stresuje, bo jak sobie przypomnę, że maiłam sytuację ze musiałam wyjmować uczniowi z buzi gumkę itd to boję się że na cmv się naraziłam albo ile razy ktoś mi kichnął w twarz bez zasłaniania się… (Za 2 tygodnie jeszcze raz powtórzę badania- jestem obecnie na l4 w związku z ogromnymi mdłościami i migrena)
Bardzo lubię moją pracę, ale od kiedy wiem, że nie ma odporności to boję się kontaktu z dziećmi. Wiadomo, że w sklepie itd nie, ale takiego przytulania. Łazienkę mamy wspólną…
Do lekarza idę dopiero za tydzień.
Czy ktoś z was pracując w szkole lub przedszkolu miał zmianę stanowiska? Jak dyrektorzy do tego podchodzą? Byłabym bardzo zła jeśli bym musiała być na l4 tylko dlatego że w pracy jestem narażona na cmv…
(Mam mdłości itd ale to wiem że bym mogła częściej wychodzić, bonjesta mi trochę pomaga i że nauczycielki by mnie wspierały- gdyby były migreny to mam ciemny magazynek i mogę tam na spokojnie zimny okład zrobić , ale mam nadzieję że mi przejdą - przed ciążą nie miałam) albo ktoś był zwolniony ze świadczenia pracy przy zagrożeniu biologicznym( ślina, mocz?)
Czy ktoś z was pracował z małymi dziećmi mimo braku przeciwciał ? Nie wybaczyłabym sobie gdybym poroniła albo skazała dziecko na niepełnosprawność z powodu pracy… chociaż z drugiej strony w sklepie spożywczym czy nawet w szpitalu gdzie jeżdżę na badania też moge spotkać dziecko … ale staram się mieć dystans.
Co sądzicie? Jestem bardzo rozchwiana emocjonalnie i jak tylko o tym pomyślę to płaczę…