Przejaw instyktu macierzyńskiego nie zawsze musi oznaczać że już musisz mieć dziecko. Lubisz dzieci i to dobrze. Jesteś młodziutka, więc daj sobie czas skończ szkołe, zacznij może studia np związane z pracą z dziećmi. Mam kuzynke, która w wieku 18 lat została mamą i wiesz mi, ale z pomocą jej mamy i tak to było ciężko szkołe skończyć zwłaszcza, że to 4-letnie technikum było. Bez studiów bez pracy bez perspektyw. Daj sobie czas chociaż do 21 roku życia. Nie pakuj sie od razu w pieluchy, będzie ci ciężko napewno. Nie życze ci źle, ale mówie z bardzo bliskiego przykładu.
Ja mam w tym roku 21 lat i od 16 roku życia bardzo chciałam mieć dziecko. Pierwszą ciążę straciłam, z drugiej mam cudownego synka i mimo że moja ciąża była zagrożona przedwczesnym porodem to ani trochę nie żałuję swojej decyzji.
Nie uważam również, by życie z dzieckiem było jakieś super ciężkie. Owszem- nie zawsze jest kolorowo, zwłaszcza gdy musi się jeździć z dzieckiem po lekarzach, ale jest to naprawdę cudowne być matką i jestem szczęśliwa, że zdecydowałam się na dziecko tak „wcześnie”. Dodam, że nikt mi przy synku nie pomaga, w weekendy tylko mąż trochę się nim zajmie, wcześniej byłam opiekunką i można powiedzieć, że wychowałam moją młodszą siostrę. Zawsze wiedziałam, że chcę mieć dziecko jak najwcześniej.
To, że Twoja kuzynka nie radziła sobie nie znaczy, że autorka postu również nie będzie sobie radzić. Nie znaczy to, że jej będzie ciężko. Naprawdę każda kobieta jest inna, każde dziecko jest inne i każda z nas ma inną sytuację, więc po co pisać autorce takie rzeczy? Jeśli naprawdę chce to żadne słowa jej nie zniechęcą[emoji6] Wiem po sobie. Mi też tak mówili.
A co do partnera autorki: mężczyźni zwykle są pełni obaw. Boją się nieznanego, zwłaszcza jeśli nie mieli wcześniej kontaktów z żadnym noworodkiem czy niemowlakiem. Jeśli jeszcze nie chce to nie naciskaj i poczekaj, aż będzie gotowy. Porozmawiaj z nim. Sama również zastanów się poważnie czy na pewno tego chcesz.
_______
Aha i żeby nie było, że mówię tak, bo „nie mam problemów z dzieckiem” to zaktualizuję ten post.
Połowę ciąży przeleżałam w łóżku w ogóle się nie ruszając. W 29 tygodniu zatrzymali mi poród. Leżałam w szpitalu w sumie jakieś 6 tygodni w tym dwa tygodnie w obcym mieście z daleka od rodziny podłączona pod kroplówki hamujące skurcze. Miałam zielone wody. Mój poród się nie udał, bo synek okazał się za duży i skończyło się cesarką po dwóch godzinach skurczy partych. Synek urodził się ze stópkami końsko-szpotawymi, o czym nie miałam pojęcia będąc w ciąży. Moje karmienie piersią zostało zniszczone przez okropne baby od noworodków na oddziale położniczym, a moje dziecko nie potrafiło chwycić moich piersi. Za nic nie chciał tego zrobić. Po powrocie do domu cały czas wymiotował wszystkim co zjadł przez jakieś cztery tygodnie, a jego waga tylko spadała, więc kolorowo nie było, ale czy ciężko? Uważam, że ludzie mają w życiu o wiele gorzej. Mają o wiele cięższe sytuacje.