Hehe, no to sobie temat znalazlyscie

Ale skoro juz o tym mowa i skoro jestem taka zla na meza, to powiem, ze moim typem jest Edward Norton - a do tego jeszcze jest swietnym aktorem :-)
W domu niestety Nortona nie mam, jest bardziej prozaicznie - maz spi w osobnej sypialni, a ja sie miotam miedzy smutkiem a zloscia. Terapeutka mi poradzila to co Wy - zeby nie podejmowac decyzji w porywie wielkich emocji. No wiec siedze i mysle. Chociaz o siedzeniu to mowy nie ma - zapracowuje sie jak wol. Wieczorami padam. A malzonek od niedzieli tylko gotuje obiadki i zmywa gary - po raz pierwszy sam z siebie! Gdyby nie przyczyna, to nawet bym byla zadowolona

Do tego dzisiaj wybral sie "po pomoc" i okazuje sie, ze tam maja podobne obawy co do wplywu tego wszystkiego na moja prace, no zesz.... :-(
Potem sie spytal mnie malzonek czy mnie moze przytulic, ale tak na niego spojrzalam, ze sie zebral pedem do pokoju swojego....a mnie sie plakac chce....
Nie wiem juz co z tym wszystkim bedzie....