Cześć dziewczyny, potrzebuję pomocy i wsparcia bo odchodzę od zmysłów. Opiszę swoją sytuację: ostatni okres 3 listopada cykle zazwyczaj regularne 30 dni. Od 11 do 17 listopada miałam zapalenie płuc z hospitalizacją, dużo stresu, antybiotyk ketonal etc. w sobotę tj. 13 grudnia zaczęłam odczuwać bóle miesiączkowe ale takie stałe bez skurczów. Byłam pewna, że to zbliżający się okres ale do wtorku nic - zrobiłam trzy testy, wszystkie pozytywne. Od wczoraj nie boli podbrzusze, do tego wczoraj było brązowe plamienie. Dodam że współżyłam od 23 grudnia czyli teoretycznie już po mojej owulacji planowej. Mam wszystkie objawy, często do toalety, tkliwość piersi, mogę spać po 15h. Dzisiaj byłam na USG i - nic nie widać. Pani doktor kazała zrobić betę jutro i we wtorek. Temperatura w normie, a w tamtym tygodniu miałam codziennie 37. Od okresu minęło 6,5 tyg ale współżyliśmy kilka dni po owulacji, czyli ona musiała się jakoś przesunąć. Co o tym myślicie? Miałyście może podobne sytuacje? Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź.