hey
rzadko jestem i rzadko podczytuję....gdybym miała więcej czasu, to na pewno bym sie odzywała - i jest taka opcja w marcu, bo skończe kurs księgowości... teraz nie dość ze dwa razy w tygodniu musze jeździć na ten kurs, to jeszcze musze sie uczyc... a robię to naprawdę na ostatnich oparach z akumulatorków...
miki w kółko chory... w sumie w październiku nie opuścił ani jednego dnia w przedszkolu, i chyba za bardzo sie cieszyłam, bo listopad zaczął od kataru i kaszlu, potem przyniósł jelitówkę, którą łaskawie zaraził tez wiktorię, teraz znów ma zapalenie krtani i tchawicy, na które niestety dopiero pomógł mu antybiotyk...
zastanawiam się nad jakąś szczepionką na podwyżsszenie odporności, podobno są takie...
pyzunia wykańcza mnie psychicznie wciąż wywalając wszystko z szafek... wciąż mam syf, bo jak nie wywala to siedzi mi na rękach, a jedną reką sie ciezko sprząta... trzy czwórki jej juz wyszły - i okupiłam je kilkoma bezsennymi nocami, teraz idzie ostatnia czwórka i dwójka... padam po prostu od jej ząbkowania... dodatkowo w pakiecie ma tez katar i kaszel...
ogólnie mam doła; z niczym sie nie wyrabiam, nie dosypiam, nie mam na nic czasu, a od 1 grudnia prawdopodobnie dojdzie mi jeszcze obowiązków :-(
najgorsze jest to, ze w sobote nie umiem sie zrelaksowac, bo cały tydzień ze mnie "schodzi"...
dobra, nie smęcę...
jestem z Wami myślami, ale maksymalnie mogę sie odzywac tylko w weekendy
buźka
r