• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Był sobie smutek...

reklama
Ja rowniez mialam tu nie zagladac,ale tak jakos wyszlo...I cos Wam opowiem,bo nie bardzo mam z kim o tym porozmawiac.Maz juz nie chce sluchac.Moja dobra kolezanka,mieszkajaca tak jak i ja w Irlandii byla w 35tyg.ciazy.Wszystko bylo w normie.Okolo 30tyg.zaczely sie problemy z nadcisnieniem.Niby dostosowali leki,niby wszystko sie unormowalo.Na 2 dni przed swietami trafila 2 raz do szpitala.W wigiliie(ja gotujaca barszcz)mam tel,w ktorym slysze straszny placz Ani.Myslalam,ze ryczy bo spedzi swieta w szpitalu a ona krzyczala,ze malutka umarla!!!!!!!!!!!Okazalo sie,ze o 7 rano dostala boli(najprawdopodobniej wtedy odklejalo sie lozysko),poszla po pomoc do pielegniarki a ta odeslala ja do lozka.O 8 byla juz cesarka,mala jeszcze zyla!Pare minut pozniej odeszla...Gdyby bylo to godz,pol szybciej,malenstwo by zylo!Boze,jak ja z nia plakalam.Wszystkie wigilie beda juz dla nich takie smutne.Czesto rozmawiamy z Ania,nie moze sie podniesc.Tak bardzo mi jej szkoda...
 
['] światełko dla wszystkich Aniołków...
new_down.gif
 
Dobry wieczor.Dzisiaj z nia rozmawialam,polozna zostala zwolniona z pracy,a szpital przeprasza.Dobre,co!Przepraszaja!!!!udalo im sie znalesc polskiego psychologa.Jestem pelna nadzieji,ze cos to pomoze im sie podniesc i zyc dalej.Przepraszam wszystkich za ten smutny post.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry