reklama

Cesarskie cięcie

Ano, dobrze wiedzieć, co z człowiekiem będą czynić na stole...Już przywykłam do myśli o zewnątrzoponowym, jakoś je oswoiłam, a tu podpajęczynówkowe wyskakuje.
Aaaaa, to mnie wykończy nerwowo, szczególnie ten ustęp w opisie znieczulenia mówiący o długiej, cienkiej igle wędrującej wprost do płynu w rdzeniu O.o.

Oj...Nie dla mnie takie numery :/
Chyba dla dobra personelu winni mnie uśpić natenczas...
 
reklama
Aia, e tam.. Dla mnie to zewnątrzoponowe chyba straszniejsze. Bo potem z tą rurką w plecach całą dobę trzeba żyć :baffled:. Brrr... A podpajęczynówkowe - chwila moment, jak trafisz na dobrego anestezjologa to nawet nie zauważysz :-).
 
Maggic-m, no niestety nie :-p. Zewnątrzoponowe niweluje tylko ból. Tak jakbyś się Ketonalu nawcinała na bolącą złamana nogę. Ból przechodzi, ale czucia w nodze nie tracisz - jak dotkniesz palcem to czujesz, że noga jest dotykana, jak chcesz nią ruszyć to ruszasz. I to znieczulenie szybciej schodzi. A popajęczynówkowe wyłącza z użytku znieczulone miejsce - czyli na przykład ta nogę. Chcesz nią ruszyć - za chiny nie ruszysz. Ale spokojnie, to po paru godzinach mija :-), a wcześniej dostajesz silne środki przeciwbólowe i jest błooogooo :-)
 
Cóż, to nie sztuka trafić igłą w nieruszającą się pacjentkę na stabilnym stole...
To sen proroczy :-D. Poród będzie w mega szybkim tempie, nie będzie ani chwili do stracenia :-D.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry