A dostałaś jakieś leki teraz? Typu Ursocam/Ursofalk/Proursan? Robiłaś badanie na kwasy żółciowe?
U mnie w pierwszej ciąży koło 25 tygodnia zaczęła mnie strasznie swędzieć skóra. Alat i aspat miałam 300 i 150 mniej więcej, od lekarza dostałam właśnie Proursan. No ale po tygodniu wyniki wzrosły prawie dwukrotnie, więc wylądowałam w szpitalu koło 27/28 tygodnia. Tam dalej dostawałam ten sam lek, po tygodniu wyniki trochę spadły (do normy nie wróciły), ale mnie wypisali, bo kwasy żółciowe miałam w normie (to podobno ważniejsze badanie). Do 34 tygodnia siedziałam w domu, wyniki sporo powyżej normy, zarówno alaty, aspaty, jak i kwasy zółciowe, ale jak to stwierdził ginekolog - dopóki alaty i aspaty nie przekroczą 1000, a kwasy żółciowe 40 (norma do 10), to można siedzieć w domu. W 34 tygodniu miałam kwasy 36,5, więc wylądowałam w szpitalu. Tam zostałam do końca, mimo, że wyniki trochę spadły potem, to były straszne skoki, więc już nie chcieli mnie wypuścić. Urodziłam córkę w 38+0, poród zaczął się sam, bo odeszły mi wody płodowe, ale i tak miałam mieć wywoływany lada dzień. Córka zdrowa

Druga ciąża trochę gorsza. Początek podobnie w 25 tygodniu, alat i aspat podwyższone, kwasy w normie jeszcze. Dostałam te same leki. W 27 tygodniu alat i aspat w normie, ale kwasy podwyższone, zwiększona dawka leków. W 29 tygodniu alat i aspat znowu podwyższone, kwasy 29, dostałam skierowanie do szpitala. W szpitalu dalej leki, zwiększenie dawki, wyniki na chwilę spadły, ale zaraz potem znowu skoczyły do góry, więc nie chcieli mnie wypisać. Do końca zostałam w szpitalu. Gdzieś od 32/33 tygodnia kwasy żółciowe zaczęły przekraczać 40, więc zaczęło się robić niefajnie. Od tego momentu codziennie pobieranie krwi na kwasy (alatu, aspatu praktycznie nie badali), co 2/3 dni przepływy, ktg 4 razy dziennie. Wyniki ciągle ok. 50-60 mimo maksymalnie zwiększonej dawki leków. W 36+0 wyniki przekroczyły 70, więc zdecydowali, że nie ma na co czekać i zaczęli wywoływać poród. Ostatecznie synek urodził się w 36+2, z wagą 3330 (więc super), ale niestety miał problemy z oddychaniem. Ja miałam zielone wody (nie wiadomo czy to przez cholestazę, czy nie), on się chyba tych wód napił, bo miał wrodzone zapalenie płuc. Zostawili go na tydzień w szpitalu (mnie wypisali po 2 dniach). Tak więc początek ciężki, ale ostatecznie wszystko jest ok
