Niestety trafiłam do szpitala. Jestem tutaj już 6dobe. Proby wątrobowe nadal mi rosna ale nieznacznie. Teraz czekam na ponowne wyniki kwasu żółciowego. Leki jakie biorę to essential forte, proursan, i jeszcze jakieś tabletki które dają mi w szpitalu.nie zapowiada sie żeby mnie szybko wypuścili do domu a to dopiero 32 na 33 tydzień. Mała w czwartek ważyła 1750. Mam nadzieję że jeszcze troszkę urośnie nim się zdecydują na cesarkę. Jak mnie tylko przyjęli mała dostała sterydy na płuca. Każdy dzień jest dla mnie cenny. 2 razy dziennie robią mi ktg. Najgorzej że nic nie mówią
A czemu cesarka? Tak lekarz zdecydował czy takie są twoje przypuszczenia? I jakie masz teraz wyniki? A tych kwasów żółciowych jaki wynik miałaś w końcu?
Ja tak jak pisałam, leżałam od 34 tygodnia. Też dostawałam proursan, też dostałam sterydy. Ktg miałam na początu 2 razy dziennie, potem 3, a pod koniec nawet 4 razy dziennie. Do tego adania krwi średnio co 2-3 dni i usg (sprawdzanie przepływów) średnio co 3 dzień (to już pod koniec, wcześniej rzadziej). I też się wkurzałam, że nikt mi nic nie mówi. CIągle tylko słyszałam, że czekamy do 36 tygodnia, do 37 tygodnia, potem dalej czekaliśmy. W końcu jak byłam chyba w 37t3d (to był poniedzialek), to usłyszałam na obchodzie, że do końca tygodnia urodzę. Jak się samo nie zacznie to mieli wywoływać lub ewentualnie cesarka, ale raczej nastawienie lekarzy było na wywoływanie. No i równo w 38t0d mi wody odeszły. Rodziłam sn z oksytocyną.
Rozumiem, że twój lekarz nie pracuje w szpitalu? Ja po moich doświadczeniach stwierdziłam, że kolejną ciążę będzie mi prowadził lekarz, który pracuje w szpitalu, bo jednak prawdopodobieństwo, że choroba się powtórzy jest duże, a wtedy przynajmniej będę więcej wiedziala, na temat mojej sytuacji. Możesz ewentualnie spróbować się przejść na dyżur do ordynatora, żeby Ci powiedział, jakie mają plany wobec Ciebie. Ja tak raz zrobiłam, to wtedy chociaż coś usłyszałam, na swój temat. Generalnie u mnie lekarze nie chcieli za szybko rozwiązywać ciąży, jeśli wyniki krwi utrzymywały się na pewnym poziomie, ktg było ok i przepływy też były ok, bo wiadomo, że lepiej jak ciąża jest donoszona, a przynajmniej bardziej zaawansowana. Ordynator też mi wtedy powiedział, że dobrze, żeby chociaż udało się utrzymać do skończonego 37 tygodnia. Wiadomo, że gdyby coś się nagle zaczęło dziać, wyniki by zaczęły jeszcze bardziej rosnąć, czy coś innego było nie tak, to wtedy od razu cesarka.
Nie wiem jak ty, ale pamiętam, że ja wtedy miałam mętlik w głowie. Z jednej strony cieszyłam się, że mija ten 36, 37 tydzień, z młoda jest wszystko ok i poniekąd będzie miała lepiej, jeśli ciąża zostanie donoszona, ale z drugiej strony bałam się, żeby lekarze nie przedobrzyli i żeby na samym końco ciąży coś się nie stało. Zwłaszcza, że wszędzie czytałam, że podejście z reguły jest takie, że ciążę przy cholestazie rozwiązuje się ok. 37 tygodnia.