W poniedziałek miałam niezła jazdę - byłam z "teściową" w kościele zamówić termin chrzcin (no bo po co miałabym iść sama - w końcu jestem tylko MATKĄ....... ) i mama Rafała zrobiła awanturę bo:
1. pani z kancelarii pytała się o ślub i mama stwierdziła, że MY nie chcemy ślubu (jakby ona o tym decydowała..............)
2. pani nie mogła nic zrobić, bo nie było proboszcza
3. w dodatku na odchodne nazwa ją głupią pindą....
Boże jak mi było głupio... Darła się na nią, że ja nie przyjdę w poniedziałek tylko ona i bla bla bla. Darła mordę niesamowicie.... Nawet ja się wqrzyłam i powiedziałam, że ja stąd nie wyjdę bo to JA chcę ochrzcić dziecko i sama przyjdę w poniedziałek... Oj chyba za duzo byłoby pisania.......
Teraz mi aż wstyd tam iść, ale widać było, ze ta kobieta to w pełni rozumie i chyba będzie ok, tylko nei wiem czy proboszcz da nam chrzest skoro nie mamy ślubu jeszcze.....
Oj mówię wam - tragedia.....