Może jednak dam radę trochę napisać

.
Pierwsze skurcze opisałam na forum to je pominę, w każdym razie w niedzielę po północy odeszły mi wody i koło 1 rano byliśmy w szpitalu. Tam nas zbadali - szyjka zanikła ale nic więcej, więc zaproponowali by jeszcze wrócić do domu, Po konsultacjach jednak nas nie puścili z powodu cukrzycy ciążowej i zrobili następne badanie - było już 3 centymetry i nakaz - RODZIMY.
Więc standardowo - lewatywa, poprosiliśmy o znieczulenie, powiedzili że najwcześniej za dwie godzinki, kolejne badanie za chwilkę - 7 cm, na znieczulenie za późno!!!, więc poprosiłam o gaz rozweselający

. Nie wiem czy działał ale miałam zajęcie w czasie skurczów żeby dobrze oddychać przez maskę, za chwilkę pojawiły się skurcze parte i po 40minutach tych partych Michalinka była na świecie. Godzina 5.08 rano!!!
Przetarli ją z mazi i położyli mi na brzuchu, wypiliśmy z mężem po łyku szampania aby uczcic jej narodzinki, a potem położyliśmy się w trójeczkę na szerokim łóżku i poleżeliśmy sobie 3 godzinki sami z sobą

.
Przez cały czas Misia była z nami i tak było już do końca pobytu w szpitalu.
Przetransportowali nas potem z porodówki do sali gdzie zostaliśmy do wczoraj, i tam było zupełnie genialnie, ale to opowiem następnym razem bo już SPAĆ.