Hej!
słońce i ciepło szlag trafił, pospaliśmy do 7.30 , szał

u mnie nadal echo w biznesach, więc sobie odpoczywam , Zoyka mam nadzieję, że faktycznie lada dzień będa chcieli wszyscy na raz
Ja nie nawidze przemocy, jakiejkolwiek, nie oglądam filmów, gdzie są mordobitki, jak słysze o walkach kibiców to mnie mierzi, jak mi sie gdzieś rzuci w oczy rodzic szarpiący dziecko to mnie szlag trafia, że o przemocy na zwierzętach nie wspomnę, nie pamiętam, czy nigdy nie klapnełam żadnego z dzieci, ale wydaje mi sie że nie, prędzej "wydrę mordę " ( co tez nie jest szczytem rodzicielskiej mądrości ) i zastosuje jakąś karę, oczywiście nie dla Paćki, bo jeszcze za mała, ale mając świeżo w pamięci to co moje starsze pociechy wyczyniały, to takie Paćkowe niesforności nie potrafią mnie jakoś mocno z równowagi wyprowadzić. Uważam, że bicie dzieci jest formą prostactwa, sory

, jak również jakiekolwiek rozwiązania siłowe w rodzinie też i jeżeli kiedykolwiek miały miejsce w moim stadle to uważam to za powazna katastrofę i wyciągam z tego daleko idąca naukę, oby nigdy więcej. Tak samo widząc dzieci bijące się między soba gdzies na placu zabaw dostaję szału i zawsze opierdzielam.
ostatnio miałam taką sytuację n apalcu zabaw: Paćka miała w miseczce pare flipsów i jakas dziewczynka troche starsza, bardzo odważnie przyłączyła się do pałaszowania tych flipsów razem z Paćką, o dziwo Paćka się dzieliła, nagle wparował tatuś tej dziewczynki i wydarł ją kucającą mocno za jedna rękę do góry , cedząć przez zęby, że obiadu nie chciała jeść to tu też nie będzie jadła i jednocześnie Przepraszam panią rzucił do mnie...no cóż.....mógł ją wziąć normalnie na ręce i zabrać bez szarpania żeby nie jadła tych flipsów, skoro to miało dla niego znaczenie....miałam długo niesmak po tej akcji. Z tej dziewczynki prawdopodobnie może wyrosnąć agresywna nastolatka.....przykład idzie z góry.
Obecnie w przypadku niesforności Paćki, albo ignoruję jej wycie, albo staram się czymś zainteresowac i odwrócić uwagę, w przypadku gdy ona chce iśc gdzie indziej niż ja, biorę na ręce, ewentualnie w wózek zapinam i sory..niech się drze..zwykle po chwili sie zamyka..aha i mamy jeszcze smoczek wciąz , który czasem pomaga w jakims szale;-) Gorzej wspominam jej wyczyny z kryzysu ósmego miesiąca gdzie jeszcze w dodatku stary był wciąż w delegacji, wtedy musiałam wychodzić do innego pokoju, żeby móc złapać oddech :-)