Heloł, melduje się ofiara obłędu. I chyba pomyłki w przepisie. O 3 nad ranem skończyłam piec blaty makaronikowe na tort. Miało być 6 - 3 większe i 3 mniejsze, (bo mój syn ma przeświadczenie, że tort powinien być piętrowy) wyszło 12!!! Wieczorem muszę to przełożyć kremem, a Adama chyba wrobię w lepienie dekorów z marcepanu.
Pogoda cudowna, mam nadzieję że jutro też tak będzie.
Misia - bardzo na Ciebie liczę! Próba kupienia sandałów spełzła na niczym - Maks na wszystkie propozycje mówił BŁE!!! Jedne chciał przymierzyć, bo na pudełku był kotek - i nieistotne, że zawartość pudełka stanowiły białe sandałki w szare kropeczki, wyraźnie damskie - ale i tak się rozmyślił natychmiast po zdjęciu własnych butów, więc tyle zyskałam że się uganiałam po sklepie za uciekającym boso bachorem wrzeszczącym BŁE!!! BŁE!!!
Andzike - Ja tam bardzo dobrze Kacpra rozumiem. U dentysty odstawiam pierwszy cyrk jeszcze w poczekalni, drugi na fotelu i trzeci po wyjściu... Trzymam kciuki, żeby Kacperek trafił na stomatologa który go nie wystraszy i zdoła obejrzeć paszczę. I mam nadzieję, że nic się strasznego z zębami nie dzieje.
A propo's zębów - idzie nam górna piątka. Maks grzebie w paszczęce oburącz, a na dobitkę cieknie mu z nosa non stop. Łączę się w bólu z Katriną - choć mam nadzieję, że już Ci nie cieknie. W sumie chyba wolałabym sama mieć katar, niż walczyć z Maksem - wycieranie nosa jest, oczywiście BŁE! a maść majerankowa awansowała na pozycję 1 na liście przedmiotów przeklętych - Maks nakazał ją schować na najwyższej półce.
Zoyka - cierpliwości! Mama pewnie jest skołowana i wystraszona i takie irracjonalne akcje są w tej sytuacji zrozumiałe.
A mama jest w na tyle dobrej formie żeby tak latać z Julką? Kurcze... upał, osłabienie... ja bym się bała, że mama Ci gdzieś zasłabnie.
W temacie smoczków i takich tam - u nas ten sam model co u Andzike - smoczka nie używamy i w zasadzie nie używaliśmy ( może przez miesiąc - dwa Maks był lekko zainteresowany, ale to prehistoria, i szybko się znudził) i nie widzę u Maksa żadnych preferencji w kierunku konkretnych przytulanek czy innych przedmiotów zapewniających poczucie bezpieczeństwa. Pluszaki chodzą falami - raz jakieś tam zainteresowanie jest, potem zanika i znów wraca. Na szczęście udało nam się zredukować ilość śpiących z Maksiem miśków - bo to był wieczorny rytuał, układanie w łóżeczku 5 misiów, 3 owieczek, pieska, myszki, ślimaka i kici. Może z tego całego towarzystwa ślimak ma pewne przody - ze dwa razy został zabrany na spacer i raczej stale sypia w łóżku ( podczas kiedy reszta przeprowadziła się do wiklinowego kosza obok), no ale Maks ma jakiś sentyment do ślimaków, a tego uszyłam mu osobiście.
A tak w ogóle to czasem oczęta przecieram ze zdumienia, jak widzę dzieci w wieku Maksa ze smoczkiem, pijące z niekapka albo z butelki - wychodzi na to, że mam dorosłego faceta, bo poza pieluchami żadnych dziecinnych gadżetów już nie używamy. No właśnie... jeszcze te pieluchy... trzeba się tego pozbyć czym prędzej. Widzę wyraźnie, że przy takiej pogodzie jak wczoraj i dziś jemu jest po prostu za ciepło w pupę w tej pielusze!