cześć
Dziękuję serdecznie za życzenia.
Co do porodu przyjechałam do szpitala o 9.30 i do 11 robili mi badania usg, ktg. Później dostałam gel i męczyłam się do 18 miałam skurcze ale bardzo nieregularne. o 19 dostałam kroplówkę z oksytocyny ale tylko 2 mg/godzinę więc trochę mnie ruszyło

Ale o 20 przyszła nowa zmiana do szpitala i kobitka położna zapytała mnie kiedy mi wody odeszły ile się już męczę to jej powiedziałam że od soboty od 1 rano. Podkręciła kroplówkędo 12 mg/godzinę i myślałam, że padnę i urodziłam Milenkę o 21.19. Wcześniej prosiłam juz o znieczulenie ale anestezjolog nie zdąrzyła mi zrobić bo zaczęły sie skurcze parte. Ale chwalę sobie że zabrałam mężusia gdyby nie on to nie wiem nie miałabym tyle siły. Z resztą wybiłam mu trzy palce jak mnie trzymał za rękę

I nawet się nie przyznał

.
Z resztą sam powiedział, że gdyby był przy porodzie Oli to nie byłoby na pewno Milenki. Stwierdził, ze nie wyobrażał sobie że ktoś może tak cierpieć. Czyli kolejne dzieci mamy z głowy- na szczęście.
JEdyne zastrzeżenie jakie mam to gaz i nacięcie krocza. Co d gazu u mnie wogóle nie działał ogłupił mnie tylko a ból wogóle się nie zmniejszył także nie byłam zadowolona. A co do nacięcia to masakra nacinali mnie między skurczami myślałam, że kobitkę zabiję. Trochę mocno pokiereszowana jestem i bardzo mocno mnie poszyli bo krwotoku dostałam ale generalnie chwalę sobie opiekę w szczególności że od urodzenia Milenki jest ona cały czas ze mną nie zabrali mi ją ani na moment.
No a ja Wam moje drogie ciężaróweczki życzę szybkiego i mniej bolesnego porodu