Jestem jestem kochane!!!Melduje sie cała i zdrowa i do tego ROZPAKOWANA!!
MALA JULKA PRZYSZŁA NA ŚWIAT 09.09.2009 o godzinie 10:49 z wagą 2920 w szpitalu w Dundee.
Ale cała akcja poszla ekspresowo...po wtorkowych tradycyjnych badaniach połozna stwierdziła, że moje zatrucie ciązowe rosnie w siłę wiec mnie wywyła na obserwację na szpitala na 24 h. Wróciłam do domu spakowałam torbe (na obserwację) i po południu pojechałam na oddział. tam doktor stwierdził, że mala jest silna i mozna POWOLUTKU zabierac się za wywoływanie porodu. Ale POWOLUTKU i mam sie nie spieszyć bo to zajmie nawet 48 h.
No ale jak to u mnie he he he o godzienie 23 juz cos sie zaczelo dziac...zadzwonilam do swojego M i poprosilam aby naszykowal w razie w torbe na porod. A o 4 jak sie zaczelo to juz sie nie skonczylo he he he cale szczescie ze zdazylam zadzwonic do ukochanego zeby wstawal i jechal prosto na porodówkę. O 6 bylam na porodowce z takimi skurczami, ze musiali mi podac morfine aby troche macice ustabilizowac bo to byl JEDEN WIELKI NIEKOŃCZACY SIE SKURCZ.
Pomoglo...
Do tego (mój największy błąd) dalam sie namówic na epidural. Ze wzgledu na moje cisnienie jest polecany i czesto robiony przy zatruciach ciążowych. Zastrzyk w kregoslup musieli mi robic az dwa razy i do tego jeszcze to cholerstwo kompletnie na mnie nie podziałało wiec rodziłam tylko na "gas and air" ale to pomogło chyba tylko w regularnym i glębokim oddychaniu.
O 7 miałam 2 cm rozwarcia...po 10 juz 10 i po 15 minutowym parciu Julka byla z nami.
To wszystko mnie tak zaskoczyło i poszlo tak szybko, że az mało pamietam he he he
I tylko teraz mam problem z tym bólem glowy po epiduralu. Leżę cały czas...na szczęście udało nam się karmic piersia wiec moja mama i Sebastian zajmuja sie mała a ja tylko robie za mleczarnie he he he.
mala jest piekna i zdrowa...a ja gdyby nie ta glowa juz nie pamietałabym o tym, ze rodziłam bo nawet małego pekniecia nie miałam i juz praktycznie nawet nie krwawię. poród jak z bajki

Ktos chyba czuwa nade mną...
Przepraszam Was dziewuchy za takie mało składne zdania ale ciężko sie pisze na leżąco...i do tego nadal jestem pełan emocji i wrażeń.
Posty jeszcze ponadrabiam aby sprawdzic co tam u Was w trawie piszczy...ale juz sie normalnie za Wami steskniłam

Mam nadzieje, że wszystko u Was ok...a ja za kilka dni mam nadzieję wróce do zywych i bedę sie mogła z Wami cieszyc naszym szczęściem.
Milego wskoku w nowy tydzień kobietki!!!