Zazdroszcze waszych zwierzyncow. Ja od 9 lat nie mam zadnego futrzaka ( za czesto latamy do Polski i nie ma komu zostawic pod opieka) po drugie mamy maciupeńkie mieszkanko, wiec to tez na korzysc nie przemawia. Ale jak bylam w Polsce to w rodzinnym domy zawsze byl jakis zwierzak. Byl okres, ze mialam rybki, chomika, psa i kota. A wczesniej przynios;am do domu mala gaske, bo tylko jedno jajko ges wysiedziala na wsi i nikt nie mial czasu sie przejmowac gasiorkiem. No i mialam prywatna ges, ktora za mna chodzila krok w krok bo za mame mnie brala. Mialam wtedy 4 lata i musialam spedzic prawie 2 miesiace w szpitalu ( mialam dwie operacje) i po powrocie do domu ryk i rozpacz, kto mi ges podmienil bo jak wyjezdzalam byla mala i szara i a teraz wielka i biala i to nie moja.:-) Potem jeszcze w domu na takiej samej zasadzie kurczaka mialam.Tez od cioci przywiozlam bo jeden byl , wiec chcieli ubic , bo kto sie bedzie jednym przejmowal. Tylko u nas dwa ogrody, wiec zwierzaki mialy dobrze. Ach dwa zolwie tez sie przewinely przez moj dom.Biedni moi rodzice, dziecko mialo zaciecie uratuje caly swiat i domu wszysko porzynosilo. A , ze rodzice zwierzaki lubili to hasal ten zwierzyniec po obejsciu.
Pozdrawiem wszyskie i lece spedzac ostatni dzien urlopu na kawce z koleznaka i jej corcia 8 miesieczna.