reklama

Codzienne rozmowy Samotnych rodziców

Gratulacje dla siostry,
kto tego nie przeszedł (albo nie doświadczył u bliskich) to nie wie jaki to zakręcony proceder ;-).
Teraz to już by się musiało wydarzyć coś naprawdę strasznego, żebym w końcu tego doktora nie obroniła ;-).
Oczywiście swoje odczekam.
 
reklama
witam!

moje robaczki chyba śpią, u większego jest kolega, rosołek się gotuje, Tomek pojechał na cały dzień z pracy a ja sobie siedzę. U nas w domu panuje jakiś wirus. Najpierw miał go Tomek, Oliwier a teraz ja... Oznaki tego to biegunka bądź zestaw biegunka z wymiotami. Mam nadzieję, że na mnie się skończy...

J@god@ życzę sukcesu z doktoratem.
A jeśli chodzi o liliowy kapelusz... niestety należę do osób, które non stoper się zamartwiają, ale ufam, że cała radość życia wróci niebawem, bo największy koszmar życia (eks) mam z głowy :P
 
no na tym etapie juz tak, nie wiem co musialoby sie stac, zebys doktorem juz niedlugo nie byla... chociaz moj wujek zdoktoryzowal sie dopiero przy trzecim podejsciu.... co i jak nie wiem, ale tam byly problemy z promotorem i recenzentami. koniec koncow sie doktoryzowal i to po piecdziesiatce :) nigdy nie jest za pozno
 
J@god@ doktorat zrobisz trzymamy kciuki.
Justyna najważniejsze,że pewien nie przyjemny etap życia masz za sobą a to już dużo.Reszta jakoś się ułoży.Najlepiej zamiast kapelusza załóżmy różowe okulary i też będzie oki.
 
No to sie naczytalam,powiem wam dziewczyny ze zaleglosci z weekendu nadrobilyscie perfekcyjnie:-D,NATKA-gratulacje dla dumnej mamusi:-),J@GOD@-powodzonka z doktoratem:-)DORI-mialas juz sie nie denerwowac;-).A my tez nawet wczoraj spedzilismy mily dzien,pogoda byla wmiare,to pojechalismy nad ocean,i dzisiaj zaowarzylam ze maly wolalby spac w samochodzie,bo marudny jak niewiem:no:,maz to chyba telepatycznie przeczytal to co ostatnio napisalam bo milutki jak by nie on:szok:,no ale nie chwale bo zapesze jak Dori:-D.Narazie zmykam na spacerekMilego dzionka zycze:-)
 
nie chwal go, ucz sie na moich bledach. ja nie lubie mowic o nikim zle, a juz na pewno nie o bliskich osobach. ale tego mojego, od kiedy go znam i mowilam o nik dobrze, to sciagalam na siebie klopoty i nieprzyjemnosci z nim zwiazane. czarownik, czy jak?
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
ale po co? i medium jakims musialby byc, zeby wiedziec, ze mowie do osob trzecich o nim dobrze...
a moze ja powinnam stale psy na nim wieszac, co zareaguje odwrotnie proporcjonalnie? im ja gorzej o nim, tym on lepiej do mnie?? :)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry