Hej, jak to bywa moja historia zupełnie podobna. Zakochałam się było fajnie, obydwoje niezależni bez zobowiazań , tylko on uciekł na mieś przed slubem innej...myslalam odwazny zetak zdecydowal w koncu...ale teraz juz wiem iz tchorz...w obliczu nieuniknionego przstraszyl sie. ze mna tez chcial zyc bez zobowiazan - razem chowamy dziecko - ale mieszkamy osobno- kurkai wczoraj pwoiedzialam nie. skoro wszytko inne jest wazniejsze, praca,swoboda, brak uwzgledniania Nas w jego planach to na propozycje wychowywania Igorka tak np jak ludzie po rozwodzie powiedziałam Nie. i kazałam mu się wynosić natychmiast....
tez mam wątpliwości czy mi się uda, czy sił mi wystarczy bo to tej pory martwilam sie wylacznie o siebie....a tu kruszynka mala o ktora musze martwic sie sama,ponosic odpowiedzialnosc, walczyc kazdego dnia z poczuciem zalu, ze nie daje Malemu wszytkiego co najlepsze