mieszkania nie ma co meblowac, tylko zabrac moje "małżeńskie łoże" od exa. cala reszta albo w zabudowie, albo u siostry na strychu na przechowaniu. pod tym wzgledem nie jest zle...
o finansach boje sie mowic, bo jak tylko mowie o czyms dobrze, to sie rozpieprza. zrobie sie niedlugo przesądna
za tydzien bede cos wiecej wiedziec. pogadam z lokatorami, zrozumieja. a i dla nich chyba lepiej teraz czegos szukac niz pozniej, teraz jest wiecej mieszkan do wynajecia wolnych i w dobrej cenie niz w okolicach wrzesnia, kiedy studenci zaczynaja szukac...
a propos studentów,
mama pisałas, ze twoj pierworodny na resocjalizacje do zg sie wybiera. fajnie, ze sie chlopak chce uczyc. ale moze niech jeszcze to przemysli. ten kierunek produkuje co roku nowe zastepy bezrobotnych specjalistow... moze ma jeszcze jakis inny kierunek na oku?
w kazdym razie, jak sie dostanie tu na uczelnie, to jakby co sie polecam, gdyby trzeba bylo jakos pomoc. w koncu to moje miasto i bede pod reka
