Jak czytam o tych waszych "przygodach" przy porodach to az noz sie w kieszeni otwiera...
Ja tez zamiast najpiękniejszych chwil mialam wtedy okropny początek... trafilam przed 20ta do szpitala, z regularnymi skurczami, w rejestracji mnie przyjęli, wzieli na oddzial a tam taki stary marudny doktorek, zbadal mnie tak bolesnie ze myślałam ze go pogryze...zrobił usg i nie mam pojecia co mu sie uwalilo ale stwierdzil ze dziecko nie odpowiada 40tc, ze ciaza na pewno jest mlodsza o 4tygodnie wiec nie nadaje sie do nich na oddział... kazal sobie znaleźć transport do szpitala w innym mieście...i tyle go widziałam, wrocilam z polozna na dół, stwierdzila ze on tak czesto odsyla bo juz wieczor a on chce spać... na szczęście polozna zalatwila mi karetkę do drugiego szpitala, bylam tam po 21 i pierwsze co to zostałam przez przyjmująca położną zjechana od stop do głów jak to jestem bezczelna gowniara ktora powinna byla siedziec w domu a nie wlasnie rodzic, potrafila mi prosto w oczy powiedziec ze "ojca bachora tu nie zobaczymy, co ? Pewnie nawet sama nie wiesz który to..." itp teksty... przez prawie dwie godziny musialam znosic takie teksty tej baby, dobrze ze potem byla zmiana i trafila mi sie polozna anioł, gdyby nie ona to ja bym tam oszalala..