Dziewczyny, bądźcie bardzo czujne na punkcie skracających się szyjek, ja w 2019 roku straciłam synka w 22+5 przez szyjkę , dzień po USG połówkowym. Dziecko w super kondycji było a i tak nie miało szans przeżyć.
Teraz przy drugiej ciąży pilnowałam lekarzy z badaniem szyjki... we wrześniu w 19 tyg. trafiłam na urgence, bo szyjka w dwa tygodnie zleciała z 45mm na 27mm, a w 21+6 już zakładali mi szew, no szyjka miała już 17mm do tego lejek i otwieranie... Leżałam ponad 4 miesiące w łóżku, głowa niżej, nogi wyżej, żeby dziecko nie napierało na szyjkę, wstawałam tylko do toalety i minutowy prysznic wieczorem. Z różnymi przygodami po drodze (powstrzymany poród w 26+4)itp, itd, dotrwałam do 38tyg. i zdjęcia szwu i czekam teraz na poród.
Weszłam na Wasze forum przez przypadek i widzę, że piszecie o USG połówkowym, więc postanowiłam Was po prostu uczulić na problem szyjki, żebyście nie przechodziły tego piekła przez które przeszłam ja wtedy.
Życzę Wam samych pomyślnych rozwiązań w czerwcu 2021

.