A mój synuś wczoraj w przedszkolu miał mały wypadek. Pozdzierał sobie policzek. Tak szalał autami na podwórku. Pani zadzwoniła do mnie o 12 czy mogę go zabrać bo strasznie płakał. Dobrze, że Damian wracał z pracy to podjechał ze mną bo nie wiem jakbym go przytaszczyła na rękach


, a z tego wszystkiego nie pomyślałam żeby wziąć wózek. Pytałam go później czy boli ale mówił, że nie.
Za to dzisiaj rano nie bardzo chciał tam iśc. Chyba jakiś ma uraz. Ale udało mi się go przekonać, zobaczymy czy wytrzyma. A jak nie to będę musiała lecieć po niego.
Pierwszy raz widziałam, żeby Panie tak cichutko siedziały jak po niego poszłam. No ale przecież nie mogę mieć i nie mam żadnych pretensji bo mogło stać się to przy mnie.Co innego gdyby wszedł gdzieś wysoko i spadł, to mogłabym powiedzieć, że nie dopilnowały.
a jak wychodziłam dzisiaj z przedszkola to przyszły dzieci z Domu dziecka bo chodzą do tej samej grup[y i pytały jak tam Kacper, czy ma plasterek i czy mu krew nie leci. Tak mnie to rozczuliło, że dzieci 4 letnie martwią się o kolegę.