ja sie ucieszyłam jak zobaczyłam dwie kreski a potem przez trzy dni płakałam ze nie chce być JESZCZE w ciaży. A potem stwierdziłam ze jestem nienormalna że to przecież super ze jestem w ciąży - że niektórzy się tyle lat starają i nie mogą a ja chop siup i dzidzia. Tylko ze ja akurat nie jestem typem klasycznej matki (nie chce pisać matki polki bo to sie niektórym źle kojarzy) - nie przedpadam za karmieniem piersią, lubię palić papierochy, napić się wódeczki, isć na imprezę. Oczywiście jestem w stanie z tego zrezygnować dla dobra moich dzieci - rzuciłam palenie, mam zamiar posiedzieć na wychowawczym ale nie wyobrażam sobie siedzenia w domu cały czas. Kocham Marysię i drugie dziecko BARDZO BARDZO ale lubie pracować i nie byłabym szczesliwa zyjac tylko dla dzieci. Chce z nimi posiedzieć jak jeszcze 2-3 lata a potem chce z powrotem pracowac. Po Marysi szybko wróciłam do pracy ale było mi bardzo ciężko łaczyć pracę z wychowaniej dziecka i wolę siedzieć z nią w domu bo widze jak pozytywnie na nia wpływa moja obecność a jaka jest beze mnie. Ale nie umiem się odnaleźć tylko w roli matki - dlatego planuje od października iść na studia doktoranckie zeby coś robić, mieć odskocznie i nie zwariować.
PS> Prosze mnie nie potepiać - ja pisze tylko o swoich odczuciach i mam nadzieję ze żadna z was o innych poglądach nie obierze tego jako atak na inny światopogląd. ;-)