zielona, tak mi przykro :-( Znam ten ból. Przeżyłam to 2 razy. Po raz pierwszy, jak miałam 10 lat, nasz ratlerek (miał tylko 10 tygodni) spadł ze schodów. Urazy były nieodwracalne i trzeba było uśpić. Później nasza suczka-kundelek po 7 latach życia zachorowała na raka. Kilka dni po diagnozie przyszła do mnie do łóżka i spała ze mną całą noc... chyba się żegnała, bo następnego dnia położyła się w kąciku kuchni, zasnęła i.. już się nie obudziła. Mieliśmy w planach zawieźć ją do kliniki, bo weterynarz powiedział, że operacja może jej jeszcze pomóc. Nie doczekała. Pociesza mnie myśl, że nie wyglądało, aby cierpiała. Po prostu się nie obudziła. Miałam wtedy 18 lat.
Teraz nie mam żadnego psa. Nie ma warunków - bloki, 4 piętro, niedługo dwójka małych dzieci w domu, a ja sama od rana do wieczora. Chciałabym jednak w przyszłości mieć jeszcze psa.. jak dzieci podrosną.
Jeszcze raz, bardzo Ci współczuję, zielona!